OOOOOOO RANY. Az tyle ich przyjechało, tzn. nowych
studentów. Kilkoro się nie pojawiło, pojedyncze osobniki dojadą jutro,
pogłębiając przy tym zamieszanie, bo wszyscy dziś napisali już egzamin pisemny,
a jutro mamy egzaminy ustne. No ale niech będzie. Mnóstwo Polaków i Polek. Cały czas słyszę polski, mówię po
polsku, odpowiadam na pytania po polsku. Ale jutro basta. Będę mówić
przynajmniej po angielsku. Wystarczy.
Nie
czuję się dziś najlepiej. Generalnie na koniec pracy zaczęło mnie już boleć
gardło od mówienia i tłumaczenia. Teraz doszedł ból kości i trochę się martwię,
co to jutro będzie.
A
poza tym, w pracy było nawet nie najgorzej. Coś się działo, ale bez przesady.
Potem był bufet. Znów się najadłam nieprzyzwoicie. Ale wszystko takie pyszne
było!
Popołudniu
zaczęła się okupacja mieszkania. Właścicielka i jej znajoma malują kuchnię, na
kilka kolorów. Jest 21 i nie wygląda na to, aby miały się zbierać. Kuchnia
wyłączona z użytkowania, łazienka także, nie wspomnę o tym, że zapchany jest
zlew w łazience, w którym stoi woda. No comments.
Wyszłam
po południu na spacer po mieście, aby nie musieć na to patrzeć. Miałam cichą
nadzieję, że może cudowną mocą, właścicielka i ta druga kobieta znikną, ale
nie. Nie zniknęły. W mieście wybrałam się na gelato, czyli lody. Były
fantastyczne i zimne, co zapewne nie przysłuży się mojemu gardłu. A takie oto
obrazy zastałam w Perugii. Była jakaś manifestacja pt. OCALMY PERUGIĘ –
Salviamo Perugia, ale pani w pobliskiej księgarni nie była mi w stanie
wytłumaczyć o co chodzi w tym całym zamieszaniu.
Aha,
znalazłam jeszcze na ulicy kartę biblioteczną jakiegoś studenta i odniosłam na
policję. Pani policjantka przyjęła kartę
i spisała sobie moje dane. I tyle. Wątpię, aby próbowana odszukać delikwenta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz