niedziela, 8 września 2013

Day 72 - 7 września

Odpuściłam Spoleto. Zostałam w domu i rozpoczęłam mosiężne prace nad pisaniem eseju na pewien konkurs. Stawka jest dosyć znacząca: 5 tys. zł i sprzęt komputerowy. Mam nadzieję, że na pierwszą edycję konkursu nie napłynie zbyt wiele zgłoszeń i może uda mi się cichaczem zgarnąć główną stawkę. Kto nie próbuje ten nic nie ma. Ale napisanie eseju do 5 stron nie jest takie łatwe, szczególnie jeśli mieszkasz we Włoszech J

Wieczorem zaliczyłam wyjście. Ok. 21 nie było nikogo ze znajomych tutorów na schodach, ale na szczęście było kilkoro moich „dzieci” Polaków. Tak wiec dołączyłam się do nich, co by sama nie siedzieć i nie zapijać smutków, i też trochę żeby porozmawiać, dopytać czy wszystko OK itp.

Ok. 23 poszłam na chwilę do klubu przywitać się z Danilo, który był DJ tego wieczora. Niedługo potem spotkałam przelotnie Alonso i poznaną wczoraj parkę, a chwilę potem pojawiła się Francesca. Poszłyśmy do klubu potańczyć. Oczywiście znowu był jeden z nauczycieli, który prowadzi zajęcia ze studentami. Tańczyłyśmy dosłownie przed nim, ale nie wywiązała się żadna konwersacja. Ufff  Sytuacja i tak była, po raz kolejny, odrobinę niezręczna.


Potem, kiedy Danilo skończył pracę, a w raz z tym klub się zamykał, poszliśmy we czwórkę na kebab, ale tylko on zamawiał, bo był głodny po pracy. Francesca miała 2 litrową plastikową butelkę z winem, które pijemy zawsze jak się spotykamy. Można je kupić w jednym z barów typu ogródek. Wino jest białe, mocne i tanie. 2 litry za 6 euro. Poczęstowała pracujących Turków, a oni… w zamian dali nam trochę jedzenia – typu frytki, czy baklawa. Siedzieliśmy w lokalu z kebabami, piliśmy wino i jedliśmy jedzenie za darmo. Ja, Danilo, Francesca i jej współlokatorka Kiti i młodzi Turkowie pracujący w knajpie.  Potem, grubo po trzeciej odnalazł się Alonso. Posiedzieliśmy jeszcze trochę na schodach i mniej więcej o 5.20 wylądowałam w domu. Znów nie doczekałam świtu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz