Odpuściłam
Spoleto. Zostałam w domu i rozpoczęłam mosiężne prace nad pisaniem eseju na
pewien konkurs. Stawka jest dosyć znacząca: 5 tys. zł i sprzęt komputerowy. Mam
nadzieję, że na pierwszą edycję konkursu nie napłynie zbyt wiele zgłoszeń i
może uda mi się cichaczem zgarnąć główną stawkę. Kto nie próbuje ten nic nie
ma. Ale napisanie eseju do 5 stron nie jest takie łatwe, szczególnie jeśli
mieszkasz we Włoszech J
Wieczorem
zaliczyłam wyjście. Ok. 21 nie było nikogo ze znajomych tutorów na schodach,
ale na szczęście było kilkoro moich „dzieci” Polaków. Tak wiec dołączyłam się
do nich, co by sama nie siedzieć i nie zapijać smutków, i też trochę żeby
porozmawiać, dopytać czy wszystko OK itp.
Ok.
23 poszłam na chwilę do klubu przywitać się z Danilo, który był DJ tego
wieczora. Niedługo potem spotkałam przelotnie Alonso i poznaną wczoraj parkę, a
chwilę potem pojawiła się Francesca. Poszłyśmy do klubu potańczyć. Oczywiście
znowu był jeden z nauczycieli, który prowadzi zajęcia ze studentami. Tańczyłyśmy
dosłownie przed nim, ale nie wywiązała się żadna konwersacja. Ufff Sytuacja i tak była, po raz kolejny, odrobinę niezręczna.
Potem,
kiedy Danilo skończył pracę, a w raz z tym klub się zamykał, poszliśmy we
czwórkę na kebab, ale tylko on zamawiał, bo był głodny po pracy. Francesca miała
2 litrową plastikową butelkę z winem, które pijemy zawsze jak się spotykamy. Można
je kupić w jednym z barów typu ogródek. Wino jest białe, mocne i tanie. 2 litry
za 6 euro. Poczęstowała pracujących Turków, a oni… w zamian dali nam trochę
jedzenia – typu frytki, czy baklawa. Siedzieliśmy w lokalu z kebabami, piliśmy
wino i jedliśmy jedzenie za darmo. Ja, Danilo, Francesca i jej współlokatorka
Kiti i młodzi Turkowie pracujący w knajpie. Potem, grubo po trzeciej odnalazł się Alonso. Posiedzieliśmy
jeszcze trochę na schodach i mniej więcej o 5.20 wylądowałam w domu. Znów nie
doczekałam świtu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz