piątek, 6 września 2013

Day 71 - 6 września

Dzisiaj wysłałam ostatnią z pocztówek. Taką mam przynajmniej nadzieję. Trochę się wykosztowałam na tą okoliczność, ale i tak napisanie czegoś w miarę mądrego i normalnego na kartkach było najtrudniejsze.

Rano poszłam zahaczyć też o biuro, zostawiłam listę obecności studentów z wczoraj, moją i Vanessy. 
Wzięłam nowy grafik, na przyszłe dwa tygodnie. I nie podoba mi się on wcale. Głównie za sprawą tego, że.. bardzo mało pracuję. W przyszłym tygodniu wolny piątek, za dwa tygodnie wolny poniedziałek i piątek. NIEEEEE!!! To jest mój ostatni miesiąc we Włoszech, moje ostatnie 3 tygodnie w Perugii, ja chcę być z moimi studentami, a przede wszystkim z innymi tutorami. W końcu odżyło moje życie towarzyskie, po mniej więcej dwóch miesiącach. Dlaczego więc nie mogę zostać tutaj jeszcze trochę, dlaczego???

Dostałam też nowy przydomek. Moi znajomi nazwali mnie una spugnietta, czy zdrobniała forma od una spugna –gąbka,  osoba, która chłonie alkohol. Nauczyłam Vanessę polskiego odpowiednika tego słowa, czyli „gąbeczka”. Teraz co jakich czas pisze mi lub mówi mi tonem pytającym ‘gombecka” heheh

Oczywiście dzień bez właścicielki, dniem straconym. Powiedziałam jej, że od 3 dni zlew jest zapchany na amen,, że próbowałyśmy już środki typu „kret” i inne. Odparła, ze poprosi syna, aby zajrzał i to przeczyścił. Wzięłam się wcześniej nieświadoma tego co nadciąga za sprzątanie łazienki. Potem nastąpiła całkowita okupacja łazienki przez koleżankę właścicielki, która dziś przyprowadziła jeszcze jedną swoją koleżankę, aby obejrzała sobie, jak wygląda mieszkanie po malowaniu. A ja się pytam, kim ja jestem? Małpą w ZOO. Zapomniałam już co to jest prywatność. A praca jaką włożyłam w wysprzątanie łazienki okazała się być jak krew w piach. Na próżno.

W emocjach więc, i z konieczności, bo nie mogłam skorzystać z łazienki i nie chciałam się prosić o możliwość udostępnienia mi jej na czas oddawania moczu, udałam się do centrum na lody. Wybór padła jak zwykle na Gambrinusa, najlepszą gelaterię w mieście. Potem, na schodach, spotkałam Alonso z dwójką znajomych – parą Włochów, chłopak i dziewczyna. Oboje studiują w Perugii, a chłopak pracował wcześniej razem z Alonso jako tutor w styczniu/lutym.  Bardzo mili. Strasznie fajnie się rozmawiało. Tak, dokładnie, rozmawiało się J Przy piwku. Ale wróciłam do domu w miarę jak na mnie wcześnie, bo przed 22, czyli normalnie o tej godzinie wychodzi się na miasto. Ale jutro sobota, trzeba się ruszyć poza Perugię.


Spoleto, sono in arrivo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz