5.45. Wstałam. O 7.18 planowałam wziąć pociąg. Czas przeszły.
Kupiłam wcześniej tylko bilet na powrót, nie kupiłam na wyjazd. A drugi pociąg,
do którego się miałam przesiąść to Intercity. Bilety więc poszły w górę. No i
niestety nie chcę płacić 23€ za podróż do Rzymu w jedną stronę, bo to 100 PLN.
Za 160 PLN mój brat przyleci samolotem z Warszawy do Rzymu, więc nie chcę
przepłacać. Za dwie godziny mam połączenie pociągami regionalnymi za 11,40€.
Wiem, że cena nie pójdzie w górę. Muszę jednak uprzedzić moją koleżankę, że na
dworcu Roma Termini nie będę o 10 tylko o 12.30. Mam tylko jej FB, nie mama
numeru telefonu. Wczoraj napisałam jej swój, ale ona nie napisała mi swojego.
Cholera.
Mam więc czas, aby zrelacjonować dzień wczorajszy, póki świeże
wspomnienia.
Tak więc rano. Co robiłam rano. Aha. Wybrałam się z moją nową
współlokatorką na obchód okolicy. Pokazałam jej gdzie jest supermarket, poczta.
Zaprowadziłam na uniwerek. Poszłam też do sklepu z aparatami. Odradzono mi
naprawę.
Potem wstępne pakowanie na dzisiaj. I ok. 15.20 wyruszyłam w
stronę uni, aby pojechać na wycieczkę do Bevagni. Na szczęście zjawili się
wszyscy studenci, poza nauczycielką, która miała jechać ze mną jako opiekun.
Standard. Na 3 lekcje „wyjściowe” była obecna tylko w fabryce czekolady. Jako
jej zastępstwo był jakiś nauczyciel. Ale o nim za chwilę.
Mieliśmy super fajnego przewodnika, który pojechał z nami. Dwie
grupy – w sumie 29 studentów. Wiadomo, dla wszystkich to była wycieczka, więc
nie było łatwo utrzymać reżimu „lekcyjnego”. Szczególnie ciężkie do opanowania
były grupy rozentuzjazmowanych Hiszpanek, które wlekły się na końcu robiąc
tysiące zdjęć i które musiałam notorycznie popędzać. Obyło się bez wpadek.
Myślę, że wszystkim bardzo się podobało. Odwiedziliśmy świątynię romańską,
warsztat w którym produkuje się papier, teatr rzymski, a na koniec
średniowieczna kolacja. Wszystko w zasadzie na bazie jajek, warzyw i mąki.
Jedzenie omletopodobne z boczkiem, kasza, chleb, a na koniec słodkie wino i
średniowieczne ciasta. Wszystkim bardzo smakowało. No poza jedną Hiszpanką i
specyficzna dziewczyną z Norwegii, która studiuje archeologię i wolała oglądać
w międzyczasie fundamenty.
W drodze powrotnej owy nauczyciel zapytał się
mnie jak wygląda sytuacja katolicyzmu w Polsce. Więc moim skromnym słownictwem
starałam się nieco wytłumaczyć co i jak. Okazało się, iż owy człowiek z
wykształcenia jest filozofem i jak podkreślał wielokrotnie, zdał aż 8 egzaminów
z teologii. W zażartej rozmowie z Marią, przy moim nieco pasywnym udziale,
dowodził jak to religia jest wymysłem mas. Był w tym bardzo elokwentny,
przytaczał mnóstwo argumentów. No ale na tym polega studiowanie filozofii. Po skończeniu
tych studiów, jedyne co, to można zostać świetnym mówcą. I może trafić na
koniec do polityki.
Czy z jego postawą się zgadzam? Nie, ale ją
szanuję. Trochę tylko wkurzyło mnie to, że na siłę forsował swoje argumenty.
Wiadomo, konflikt wiara- rozum istniał, istnieje i istnieć będzie. Na wsparcie
obu stanowisk można przytoczyć mnóstwo argumentów, jednak jest to o wiele łatwiejsze,
jeśli język konwersacji jest ci doskonale znany. Taki oto mój wniosek końcowy.
Padnięta wróciłam do domu ok. 21.30-22.00.
Udało mi się zrobić kilka zdjęć moim popsutym aparatem, który
chyba udało mi się naprawić w domu, po powrocie. Zobaczymy na jak długo.
Tak więc teraz, pozostaje mi już prawie-gotowości poczekać ok. godzinę zanim wyruszę na stację kolejową w drodze do Rzymu.
UPDATE
UPDATE
Tak więc do Rzymu dojechałam bez problemu. Podczas przesiadki w
Foligno wyskoczyłam do centrum i w ciągu 40 minut udało mi się nieco pozwiedzać.
Tak więc kolejne miejsce zaliczone, trochę przypadkowo.
| Foligno |
| Foligno |
| Foligno |
O 12.35 spotkałam się na stacji Roma Termini z moją koleżanką,
Ilarią. Pojechałyśmy do niej do domu metrem. Jej mieszkanie znajduje się ok. 15
minut na nogach od Watykanu, w centrum Rzymu. Kamienica przy Piazza Mazzini,
mieszkanie ogromne, złożone z dwóch oddzielnych, pełne starych książek i pamiątek
rodowych. Po prostu fantastyczne.
Jej tata przygotował wyborne caprese, potem owoce, wino, kawa. Po
tak sytym posiłku przyszedł czas na chwilę odpoczynku i przeczekanie
najgorszego upału. Potem wybrałyśmy się, aby zobaczyć m.in. zamek, Watykan z
placem św. Piotra, magiczne Trastevere, Piazza Navona, Campo de Fiori.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz