Niedziela. Ok. 11 zebraliśmy się grupą, aby udać się do Watykanu.
Po cichu wierzyłam, że może uda nam się zdążyć na Anioł Pański, ale byliśmy o
te 15 minut za późno. Natrafiliśmy więc na masę krytyczną osób powracających z
Placu św. Piotra.
Już na początku, moja ubrana na biało koleżanka, zaliczyła
wywrotkę pod fontanną, więc było trochę śmiechu. Kilka fotek pamiątkowych i
udaliśmy się w poszukiwaniu zielonej trawki, aby przeczekać najgorszy upał.
Trafiliśmy więc na wzgórze, niedaleko Watykanu, z którego rozciągał się piękny widok
na miasto.
Następnym krokiem było znalezienie restauracji, na obrzeżach
Trastevere, gdzie wszyscy mogliśmy coś zjeść i napić się.
Wkrótce potem, ok. 17.30 opuściłam znajomych i udałam się w stronę
stacji metra. Nie zdałam sobie sprawy, że odległości w Rzymie nie są aż tak
duże, a czasu do odjazdu pociągu miałam dość sporo, bo prawie 2,5 godziny.
Zaliczyłam więc jeszcze dwugodzinny spacer przechodząc obok Circo
Massimo, oglądając Koloseum z drugiej strony, bazylikę Santa Maria Maggiore
oraz Piazza della Repubblica.
| Most na wyspę na rzece Tybr |
| Circo Massimo |
| Nie trzeba przedstawiać |
| Santa Maria Maggiore |
| Piazza della Repubblica |
Ok. 19.20 na peron podjechał już podstawiony pociąg więc
niecierpliwie oczekiwałam, aby móc do niego wsiąść. Planowana godzina odjazdu –
19.55. Niepokoiło mnie to, że pociąg stał zamknięty, a godzina odjazdu zbliżała
się. Najpierw na tablicy pokazała się informacja, że godzina odjazdu przełożona
zostaje na 20.15, a potem … na 20.35. W efekcie podstawiono nowy skład na inny
peron i wyruszyliśmy z Rzymu z mniej więcej godzinnym opóźnieniem.
Do Perugii dotarłam ok. 23.15. Ostatni autobus jak udało mi się
dowiedzieć miałam o 23.40. Postanowiłam więc podjąć ryzyko i wrócić do domu na
nogach. Okolica nie była za ciekawa, jak to zwykle przy dworcu. Droga do domu
przebiegała wzdłuż słabo oświetlonej ulicy, wśród zarośli. Po ok. 25-30
minutach z sercem na ramieniu i ledwo oddychając udało mi się dotrzeć do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz