środa, 14 sierpnia 2013

Day 43 - 9 sieprnia

De facto dziś jest już 14 sierpnia, ale muszę się nieco cofnąć w przeszłość, aby odtworzyć te kilka ostatnich dni. Brak wpisów generalnie nie jest spowodowany „urwaniem mi się filmu’, może troszeczkę, ale generalnym brakiem jakiejkolwiek harmonii i równowagi, którą udało mi się wypracować w połowie lipca, spowodowanym wizytą moich znajomych w Perugii.

Tak więc, 9 sierpnia, piątek.

Wczoraj, tj. 8 sierpnia, odebrałam wieczorem znajomych ze stacji. Udało mi się wziąść autobus w obie strony. Na szczęście mieliśmy od razu połączenie.

Po przyjeździe do domu wyszliśmy na miasto na kilka godzin, tak że mniej więcej o drugiej położyłam się do spania. Było to nieco utrudnione ze względu na chrapiącą koleżankę. Niewyspana więc zupełnie udałam się do pracy na godzinę 10 rano. Znajomych odstawiłam koło uniwerku, z mapą i wskazówkami. Po południu mieli jechać do Terni, obejrzeć Cascata delle marmore, czyli sztuczny wodospad, w którym w odpowiednich godzinach puszczana jest woda.

Po moim przyjściu do biura okazało się, że nie ma w zasadzie nic do zrobienia. Vanessa napisała mi wiadomość na FB godzinę wcześniej, ale niestety jej nie odczytałam. Spotkałam ją dopiero w budynku uniwerku, razem z Chiarą i ok. 10 studentami tureckimi, którzy przyjechali na kurs. Jako, że zostają oni tutaj przez kilak miesięcy, aby odbyć Erasmusa, muszą ubiegać się o permesso di soggiorno. W ich przypadku nie jest to takie łatwe, wymaga zgromadzenia masy dokumentów, opłacenia drogich opłat i odbicia się od kilku okienek na uczelni, poczcie, policji. Problemem jest to, że nie mówią oni ani po angielsku ani po włosku, lub ich poziom jest tak niski, że niemożliwa jest dobra komunikacja.

Dwie dziewczyny próbowały mi powiedzieć, że nie mogą wyciągnąć pieniędzy z bankomatu. Jak to zrobiły? Mówiąc: IN ITALY, NO MONEY i wymachując mi  kartą debetową przed oczami.
Jak się okazało potem, jedna z nich w ogóle nie ma pieniędzy na koncie, a innej z domniemanych 200€, które miała na koncie udało się wypłacić tylko 50€. Chiara poszła z nimi do banku dowiedzieć się o co chodzi, ale nie udało się zbyt wiele wyjaśnić. Problem leżał po stronie banku tureckiego. W ogóle, w międzyczasie, jeden z bankomatów, z którego próbowałyśmy wyciągnąć pieniądze dla tej dziewczyny, połknął kartę. Na szczęście servisman był w pobliżu i udało się ją wydostać.  Po godzinie z tymi studentami, wszystkie trzy miałyśmy ochotę ich zabić heheh i już teraz poważnie rozważamy jak usprawnić ich obsługę, kiedy we wrześniu zawita do nas ponad 200 nowych studentów, wśród których spory odsetek będą stanowili Turkowie i Turczynki. Specyfika ich kultury, to że trzymają się zamkniętą grupą, i ciężko się z nimi porozumieć, tworzy z nich naprawdę nie lada wyzwanie dla nas, tutorów. Coś im tłumaczymy, np. do tej koperty wkładacie tylko i wyłącznie kopie dokumentów, pokazujemy w jakiej kolejności to zrobić, aby po chwili podchodzili do nas po kolei i pytali czy mogą odkleić kopertę lub ją odzyskać, bo włożyli do środka oryginały, z którymi potem muszą iść na policję.

Zostawiłyśmy studenciaków na poczcie, gdzie musieli umówić sobie spotkanie w Questura – czyli oddziale policji narodowej powiązanej z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, tłumacząc najprościej,  i dokonać opłaty, a same o 11 poszłyśmy na kampus, aby wg grafiku, uczestniczyć w ceremonii wręczenia dyplomów studentom kończącym kurs.






Ceremonią tego nie można nazwać, nauczycielki wyczytały imiona swoich uczniów i wręczyły im dyplomy. Potem pamiątkowe zdjęcia i o 11.40 było pozamiatane. Jako, że w grafiku byłam rozpisana do 13, zostałam pozostałe 80 minut w tutor desk wraz z innymi. Potem powrót do domu, obiad i zasłużona drzemka.


Ok. 21.30 spotkałam się ze znajomymi w centrum. Kolega zapraszał nas na kolację. Wynalazłam więc świetną trattorię, z kuchnią typowo umbryjską. Ceny rewelacyjne, lokal typowo włoski, ukryty, odrobinę na uboczu od centrum, klientela – sami Włosi, co oznacza, że jedzenie musi być warte uwagi. Zamówiliśmy litr wina stołowego Grechetto typowego dla Umbrii i 4 różne potrawy, których próbowaliśmy ze swoich talerzy. Ja wzięłam to co widać na zdjęciu, a więc zapiekany ser scamorza z prosciutto crudo i chlebem, dwie koleżanki zdecydowały się na makarony, w tym jeden był z przysmakiem kuchni umbryjskiej - czyli truflami, a kolega wziął talerz pełen różnych typów mięsa. Na deser jedna porcja lodów, bo byliśmy już nieźle pełni. Posiedzieliśmy trochę i wróciliśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz