De facto dziś jest już 14 sierpnia, ale muszę się nieco cofnąć w
przeszłość, aby odtworzyć te kilka ostatnich dni. Brak wpisów generalnie nie
jest spowodowany „urwaniem mi się filmu’, może troszeczkę, ale generalnym
brakiem jakiejkolwiek harmonii i równowagi, którą udało mi się wypracować w połowie
lipca, spowodowanym wizytą moich znajomych w Perugii.
Tak więc, 9 sierpnia, piątek.
Wczoraj, tj. 8 sierpnia, odebrałam wieczorem znajomych ze stacji.
Udało mi się wziąść autobus w obie strony. Na szczęście mieliśmy od razu
połączenie.
Po przyjeździe do domu wyszliśmy na miasto na kilka godzin, tak że
mniej więcej o drugiej położyłam się do spania. Było to nieco utrudnione ze
względu na chrapiącą koleżankę. Niewyspana więc zupełnie udałam się do pracy na
godzinę 10 rano. Znajomych odstawiłam koło uniwerku, z mapą i wskazówkami. Po
południu mieli jechać do Terni, obejrzeć Cascata
delle marmore, czyli
sztuczny wodospad, w którym w odpowiednich godzinach puszczana jest woda.
Po
moim przyjściu do biura okazało się, że nie ma w zasadzie nic do zrobienia.
Vanessa napisała mi wiadomość na FB godzinę wcześniej, ale niestety jej nie
odczytałam. Spotkałam ją dopiero w budynku uniwerku, razem z Chiarą i ok. 10
studentami tureckimi, którzy przyjechali na kurs. Jako, że zostają oni tutaj
przez kilak miesięcy, aby odbyć Erasmusa, muszą ubiegać się o permesso di
soggiorno. W ich przypadku nie jest to takie łatwe, wymaga
zgromadzenia masy dokumentów, opłacenia drogich opłat i odbicia się od kilku
okienek na uczelni, poczcie, policji. Problemem jest to, że nie mówią oni ani
po angielsku ani po włosku, lub ich poziom jest tak niski, że niemożliwa jest
dobra komunikacja.
Dwie
dziewczyny próbowały mi powiedzieć, że nie mogą wyciągnąć pieniędzy z
bankomatu. Jak to zrobiły? Mówiąc: IN ITALY, NO MONEY i wymachując mi kartą debetową przed oczami.
Jak
się okazało potem, jedna z nich w ogóle nie ma pieniędzy na koncie, a innej z
domniemanych 200€, które miała na koncie udało się wypłacić tylko 50€. Chiara
poszła z nimi do banku dowiedzieć się o co chodzi, ale nie udało się zbyt wiele
wyjaśnić. Problem leżał po stronie banku tureckiego. W ogóle, w międzyczasie,
jeden z bankomatów, z którego próbowałyśmy wyciągnąć pieniądze dla tej dziewczyny,
połknął kartę. Na szczęście servisman był w pobliżu i udało się ją wydostać. Po godzinie z tymi studentami, wszystkie trzy
miałyśmy ochotę ich zabić heheh i już teraz poważnie rozważamy jak usprawnić
ich obsługę, kiedy we wrześniu zawita do nas ponad 200 nowych studentów, wśród
których spory odsetek będą stanowili Turkowie i Turczynki. Specyfika ich
kultury, to że trzymają się zamkniętą grupą, i ciężko się z nimi porozumieć,
tworzy z nich naprawdę nie lada wyzwanie dla nas, tutorów. Coś im tłumaczymy, np.
do tej koperty wkładacie tylko i wyłącznie kopie dokumentów, pokazujemy w
jakiej kolejności to zrobić, aby po chwili podchodzili do nas po kolei i pytali
czy mogą odkleić kopertę lub ją odzyskać, bo włożyli do środka oryginały, z
którymi potem muszą iść na policję.
Zostawiłyśmy
studenciaków na poczcie, gdzie musieli umówić sobie spotkanie w Questura
– czyli oddziale policji narodowej powiązanej z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych,
tłumacząc najprościej, i dokonać opłaty,
a same o 11 poszłyśmy na kampus, aby wg grafiku, uczestniczyć w ceremonii
wręczenia dyplomów studentom kończącym kurs.
Ceremonią
tego nie można nazwać, nauczycielki wyczytały imiona swoich uczniów i wręczyły
im dyplomy. Potem pamiątkowe zdjęcia i o 11.40 było pozamiatane. Jako, że w
grafiku byłam rozpisana do 13, zostałam pozostałe 80 minut w tutor desk wraz z
innymi. Potem powrót do domu, obiad i zasłużona drzemka.
Ok.
21.30 spotkałam się ze znajomymi w centrum. Kolega zapraszał nas na kolację.
Wynalazłam więc świetną trattorię, z kuchnią typowo umbryjską. Ceny
rewelacyjne, lokal typowo włoski, ukryty, odrobinę na uboczu od centrum,
klientela – sami Włosi, co oznacza, że jedzenie musi być warte uwagi. Zamówiliśmy
litr wina stołowego Grechetto typowego dla Umbrii i 4 różne potrawy, których
próbowaliśmy ze swoich talerzy. Ja wzięłam to co widać na zdjęciu, a więc zapiekany ser scamorza z prosciutto crudo i chlebem, dwie koleżanki zdecydowały się na makarony, w tym jeden był z przysmakiem kuchni umbryjskiej - czyli truflami, a kolega wziął talerz pełen różnych typów mięsa. Na deser jedna porcja lodów, bo byliśmy już
nieźle pełni. Posiedzieliśmy trochę i wróciliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz