wtorek, 20 sierpnia 2013

Day 53 - 19 sierpnia

Brutalna pobudka i powrót do rzeczywistości. Prysznic postawił  mnie na nogi tylko na chwilę. Udałam się do biura po pieniądze i bilety, ponieważ po południu zaplanowała była wizyta w fabryce czekolady Perugina.
Mila wróciła do biura po dwóch tygodniach urlopu tak opalona, że nie mogłam aż w to uwierzyć. Normalnie ma ciemną karnację, jest opalona, ale teraz jest z niej prawdziwa czekoladka.

O 14 stawiłam się w ustalonym punkcie. Stawili się też wszyscy moi studenci i nauczycielka. Razem z grupą innego tutora, Alonsa, udaliśmy się na przystanek. 5 minut przed przyjazdem podszedł do nas jeden chłopak, który powiedział, że jedzie z nami. Zgłaszał chęć zamiany grupy rano i podobno jedna tutorka powiedziała, że raczej nie powinno być problemu. Problem był jednak  w tym, że byli obecni wszyscy studenci z grupy mojej i Alonsa w związku z tym nie było ani ekstra biletów, ani ekstra kasy. Trochę się we mnie zagotowało i w Alonso, bo nie wiedzieliśmy nic na ten temat. Alonso zadzwonił do Mili i okazało się, ze ten chłopaka nie dostał autoryzacji na to, żeby jechać z nami. Koniec końców, zdecydowaliśmy się go zabrać, ale powiedzieliśmy jasno: płacisz za siebie a my postaramy się uzyskać zwrot pieniędzy za wstęp do  muzeum,  ale nie licz na zwrot za bilety autobusowe, co najwyżej uniwerek da ci dwa bilety do wykorzystania.
Kazaliśmy mu więc kupić bilet u kierowcy i tak zrobił. Przed wejściem do fabryki poprosiłam go, aby dał mi pieniądze do opłacenia wstępu i owy bilet. Jak się okazało, drogi Pepijn – student holenderski z grupy o zaawansowanym poziomie włoskiego, nie skasował tego biletu. Musiałam więc ręcznie napisać na nim datę i godzinę, aby go oficjalnie skasować, nawet po odbytej podróży, aby można to było normalnie rozliczyć przez uniwerek. Już na tym etapie nasunęło mi się, że ten chłopak totalnie nieogarnia świata. Podróżowałam wielokrotnie po Holandii podczas mojego Erasmusa w Groningen i tam też jest zwyczaj KASOWANIA biletów w komunikacji miejskiej!
W drodze powrotnej na przystanek powiedziałam mu, żeby tym razem po  zakupie biletu skasował go. Czar prysł kiedy zauważyłam przy wsiadaniu do autobusu, że Pepijny udał się do drugiego wejścia, oddalonego od kierowcy,  wraz z innymi studentami i raczej nie był zainteresowany nabyciem biletu. Zdenerwowana kupiłam bilet od kierowcy. N szczęście miałam drobne, po czym skasowałam go wraz z innymi.


Jak można być tak nieogarniętym i nieodpowiedzialnym, no jak? Wytłumaczyliśmy mu kilka razy, że musi zadbać o zakup biletów itp., ale tego nie zrobił. Wkurzyła mnie nieco ta sytuacja, ale też uświadomiła mi, że nie mogę totalnie i zawsze traktować moich studentów po partnersku, muszę zawsze zachować margines błędu i mieć wszystko mimo wszystko pod swoją własną kontrolą. Psychicznie i fizycznie zmęczona po 3,5 godzinach pracy udałam się do domu. Nawet nie pamiętam co robiłam wieczorem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz