niedziela, 25 sierpnia 2013

Day 58 - 24 sierpnia

Wszystko zgodnie z planem. Pobudka o 5.20. Mimo, ze wczoraj generalnie miałam deprechę i średnio chciało mi się jechać znowu na wojaże, to zwlokłam się z łóżka i poczłapałam na stację.

Pociąg już czekał na peronie, więc odetchnęłam. Po 40 minutach natychmiastowa przesiadka do innego składu, który stał na peronie obok i ok. 10 rano wylądowałam w Ankonie.

Poszłam się w stronę centrum, aby znaleźć informację turystyczną. Udało się bez problemu, dostałam mapę i wskazówki co jak i gdzie.

W ciągu 2 godzin obskoczyłam największe „atrakcje” Ankony, która sama w sobie wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Nie jest zbyt piękna, to typowe miasto portowe, o historii grecko-rzymskiej.
Ok. 13 wylądowałam więc w niedalekiej odległości od morza, w przypadku Ankony jest to Adriatyk. Miasto nie ma plaży z prawdziwego zdarzenia, ale jest jedno miejsce, na wybrzeżu, które jest wybetonowane i na które przybywają tubylcy, i nie tylko, w celu zasięgnięcia kąpieli słonecznych. Wybrzeże jest deptakiem, wybetonowanym, w niektórych miejscach jest kawałek kamienistej plaży i trochę parasolek. Dużo ludzi jednak tak jak i ja rozłożyło się na ręcznikach i korzystało z pogody, bez względu na niedogodności lub innymi słowy – brak wygód. Infrastruktura była jednak zupełnie w porządku –  toalety i kilka prysznicy, więc mimo małego dyskomfortu, na 3-4 godziny które miałam do dyspozycji,  było to całkiem fajne miejsce. Nie była to jednak piękna, piaszczysta plaża z muszelkami, a oddalone w niewielkiej odległości od portu wybrzeże.












Moją uwagę zwróciły… garaże, a w zasadzie coś na ich kształt ulokowane w tym miejscu. Włosi trzymają w nich bowiem łódki, mają tam lodówki, kuchenki, materace, lustra i inne rzeczy, niby domki letniskowe. Większość z nich była pootwierana, gdyż właściciele wypoczywali. Wielu z nich to starsi Włosi, którzy np. grali sobie przy stoliczkach w karty z sąsiadami z pobliskich „garaży”. Muszę przyznać, że pomysł na zagospodarowanie tego kawałka wybrzeża ktoś miał naprawdę przedni.







Powrót do domu też był bez ekscesów, pociągi o czasie więc nie było problemów. Potem powrót autobusem do domu. Autobus odjechał spóźniony spod stacji kolejowej, z powodów technicznych, a w drodze do domu miałam poważne wątpliwości, czy uda mi się tam dotrzeć, bo kierowca jest chyba niespełnionym rajdowcem i tak chciał nadgonić spóźnienie, że każdy zakręt jaki robiliśmy wzbudzał we mnie przerażenie.


Koniec końców, padnięta wróciłam do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz