środa, 14 sierpnia 2013

Day 46 - 12 sierpnia

Wyskoczyłam rano z Gośką pozwiedzać jeszcze nieco Perugię. Zaczęłyśmy od uniwerku. Weszłyśmy na dach i podziwiałyśmy widoki. Pozwiedzałyśmy zabytkowy budynek, a ja odebrałam sobie z biura listę studentów, z którymi po południu miałam iść na wycieczkę po centrum. Potem, ok. 13 wyruszyłyśmy na stację. Jej pociąg był nieco spóźniony, ale rozstałam się z nią jak tylko dojechałyśmy na stację, więc trochę się denerwowałam, że nie zdąży na przesiadkę itp, ale po południu dała znak, że jest w Bolonii i czeka na pozostałą trójkę, którą dwa dni wcześniej odesłałam do Rimini, bo chcieli jechać do Mirabilandii – czyli znanego włoskiego parku rozrywki.


Ok. 15.45 spotkałam się ze studentami i nauczycielką. Poprosiła mnie o zrobienie kopii materiałów dla studentów i mimo upału ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Początek: dach uniwersytetu. Dla mnie już po raz drugi tego samego dnia. O 18  było już po wszystkim. Padnięta wróciłam do domu.





W mojej głowie jednak już rodziła się świadomość tego, że z 5 dni wolnego nie uda mi się ich wszystkich spędzić na podróżowaniu, ponieważ ze względu na odwiedziny znajomych nie miałam czasu dokonać żadnych rezerwacji. 

Na domiar złego, od 2 dni nie było ciepłej wody w mieszkaniu. Napisałam więc  SMSa do mojej współlokatorki Giulii, która jest teraz w domu na wakacje, czy to się zdarzało już wcześniej i na szczęście odpisała, że tak. Po tym jak odstawiłam koleżankę, powiadomiłam więc SMSem właścicielkę, bo nie odbierała telefonu. Napisała, że przyśle syna, aby to naprawił. W międzyczasie,  wróciła ze szkoły moja współlokatorka, która powiedziała, że od soboty nie było ciepłej wody. Ja nie zwróciłam na to uwagi, bo cały czas byłam poza domem ze znajomymi. Zdziwiło mnie jednie, że od 3 dni nie zrobiła z tym nic. Wyszłam do pracy, na spacer po mieście, a kiedy wróciłam ciepła woda już była. Musiałam więc poradzić sobie i stawić czoła kolejnej sytuacji typu „emergency”.


Wieczorem poświęciłam 2 godziny na dokładne posprzątanie kuchni, łazienki i korytarza. Seda, moja współlokatorka, utrzymuje porządek w domu, ale raczej nie pali się do gruntownego sprzątania, które jest potrzebne przynajmniej raz na tydzień kiedy mieszkamy we dwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz