wtorek, 27 sierpnia 2013

Day 61 - 27 sierpnia

Ciągle pada. Pogoda jest naprawdę podła. Rano sprawdziłam prognozę. Deszcz zapowiadali od 20. Nie wróciłam wiec do domu po parasolkę, a to był błąd jak się później okazało.
Ale od początku…

Dzisiaj był sądny dzień, dla moich studentów. Egzamin.
W drodze na uniwerek spotkałam 3 innych tutorów. Zachaczyliśmy o biuro i zabraliśmy potrzebne przed egzaminem dokumenty.

O 8.30 spotkałam się z profesorką, której miałam pomagać podczas egzaminu, Czekała już w sali. Druga z nauczycielek ze względu na lekcje przyszła spóźniona, pojawiła się więc w zasadzie już po tym jak skończyła się część pisemna, czyli ok. 11.30.

0 9.00 czternastka studentów rozpoczęła pisanie testu. W międzyczasie służyłam pomocą nauczycielce w kilku sprawach, trochę porozmawiałyśmy itp. Moi koledzy, tutorzy, przedstawiali ją jako diablicę, ale w efekcie dla mnie była super miła i bardzo przyjemnie mi się z nią współpracowało.

Według planu egzamin pisemny miał się skończyć o 12, a o 14 miał się zacząć egzamin ustny. Profesorka chciał jednak wszystko zrobić za jednym zamachem, tak więc udało jej się szybko sprawdzić testy i o 14.30 było już po wszystkim. Wyniki przefaksowałam do biura i udałam się do domu. Zadanie to było niełatwe, bo jakieś 20 minut przed końcem egzaminu rozpętała się straszna ulewa. Z nieba lała się ściana deszczu. Zmoknięta do suchej nitki (nawet bielizna) i przemarznięta dotarłam do domu, gdzie pierwszą rzeczą był gorący prysznic.

Teraz walczę z bólem zatok i czuję, ze odpokutuję za swoje lenistwo. Że też nie chciało mi się wrócić po parasolkę.

Leje dzisiaj w zasadzie całe popołudnie, z małymi przerwami. Teraz jest wręcz burza z grzmotami. W całych Włoszech generalnie jest chyba niezłe załamanie pogody. Dzisiaj nawet musieli zamknąć metro w Rzymie.
Tak więc przetrwałam długi i stresujący dzień przyprawiony jeszcze dla pikanterii soczystym zmoknięciem.

Z pozytywnych rzeczy – kupiłam po raz pierwszy wino w kartonie w rewelacyjnej cenie 1,49€ i muszę przyznać, ze jest całkiem OK. Na pewno nieco pozwoliło mi się rozgrzać i poprawiło mi humor. Do tego kilka pozytywnych słów od profesorki, z którą pracowałam dzisiaj plus pochlebne słowa od innej, i mimo wszystko DZIEŃ UWAŻAM ZA POZYTYWNIE ZAKRĘCONY!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz