Ciągle
pada. Pogoda jest naprawdę podła. Rano sprawdziłam prognozę. Deszcz zapowiadali
od 20. Nie wróciłam wiec do domu po parasolkę, a to był błąd jak się później
okazało.
Ale
od początku…
Dzisiaj
był sądny dzień, dla moich studentów. Egzamin.
W
drodze na uniwerek spotkałam 3 innych tutorów. Zachaczyliśmy o biuro i
zabraliśmy potrzebne przed egzaminem dokumenty.
O
8.30 spotkałam się z profesorką, której miałam pomagać podczas egzaminu,
Czekała już w sali. Druga z nauczycielek ze względu na lekcje przyszła spóźniona,
pojawiła się więc w zasadzie już po tym jak skończyła się część pisemna, czyli
ok. 11.30.
0
9.00 czternastka studentów rozpoczęła pisanie testu. W międzyczasie służyłam
pomocą nauczycielce w kilku sprawach, trochę porozmawiałyśmy itp. Moi koledzy,
tutorzy, przedstawiali ją jako diablicę, ale w efekcie dla mnie była super miła
i bardzo przyjemnie mi się z nią współpracowało.
Według
planu egzamin pisemny miał się skończyć o 12, a o 14 miał się zacząć egzamin
ustny. Profesorka chciał jednak wszystko zrobić za jednym zamachem, tak więc
udało jej się szybko sprawdzić testy i o 14.30 było już po wszystkim. Wyniki przefaksowałam
do biura i udałam się do domu. Zadanie to było niełatwe, bo jakieś 20 minut
przed końcem egzaminu rozpętała się straszna ulewa. Z nieba lała się ściana
deszczu. Zmoknięta do suchej nitki (nawet bielizna) i przemarznięta dotarłam do
domu, gdzie pierwszą rzeczą był gorący prysznic.
Teraz
walczę z bólem zatok i czuję, ze odpokutuję za swoje lenistwo. Że też nie chciało
mi się wrócić po parasolkę.
Leje
dzisiaj w zasadzie całe popołudnie, z małymi przerwami. Teraz jest wręcz burza
z grzmotami. W całych Włoszech generalnie jest chyba niezłe załamanie pogody.
Dzisiaj nawet musieli zamknąć metro w Rzymie.
Tak
więc przetrwałam długi i stresujący dzień przyprawiony jeszcze dla pikanterii
soczystym zmoknięciem.
Z
pozytywnych rzeczy – kupiłam po raz pierwszy wino w kartonie w rewelacyjnej
cenie 1,49€ i muszę przyznać, ze jest całkiem OK. Na pewno nieco pozwoliło mi
się rozgrzać i poprawiło mi humor. Do tego kilka pozytywnych słów od
profesorki, z którą pracowałam dzisiaj plus pochlebne słowa od innej, i mimo
wszystko DZIEŃ UWAŻAM ZA POZYTYWNIE ZAKRĘCONY!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz