Wróciłam
do domu o 4 rano. Moje wieczorne wyjście na miasto trwało więc zaledwie 7
godzin, z czego minimum 3 spędziłam na parkiecie tańcząc.
Na
początku nikogo nie było na schodach, więc kupiłam sobie piwo i już wkrótce
zaczęli się schodzić studenci z kursu, a potem spotkałam Othona i po jakimś
czasie dołączyła do nas Francesca, inna tutorka. Po tym jak skończyliśmy pić
wino poszliśmy potańczyć do klubu, w którym Danilo – kolejny tutor, pracuje
jako dj. Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się dotrzymać tanecznego kroku
Meksykanom i Włochom. Jedyną nieprzyjemną sytuacją było to, że doczepiali się
do mnie goście o urodzie arabskiej. Jeden z nich mówił po polsku, coś mi
opowiadał, ale niewiele z tego pamiętam i w sumie jak najszybciej chcę
zapomnieć, bo przez to czułam się super niekomfortowo w klubie przez jakiś czas
wiedząc, że gapi się na mnie. Ok. 2 nad ranem na parkiecie pojawił się jeden z
nauczycieli, prof. Bozzo, którego inni tutorzy widują czasem na mieście
bawiącego się ze studentami, a raczej najczęściej ze studentkami. Dla mnie był
to już drugi raz kiedy spotkałam go wieczorem w centrum, ale pierwszy raz tak
autentycznie w klubie. Facet jest generalnie miły, odrobinę dziwny, ale w sumie
nie znam go prawie w ogóle.
Położyłam
się spać o 4.30. Budziłam się co jakiś
czas, nie mogłam dobrze wypocząć. Po 8 zwlekłam się pod prysznic i poszłam do
biura. Na szczęście mieliśmy dzisiaj do zrobienia tylko „welcome packi” więc
praca nie wymagała zaangażowania mózgu. O 12.30 byłam wolna. Dzisiaj był
ostatni dzień, kiedy pracowałam razem z Alexandrą. Pracowałyśmy w sumie w dwóch
różnych pokojach, ale nie przyszła się pożegnać, ani nic. Nie byłyśmy blisko
więc nie czuje się też urażona.
Po
powrocie do domu zjadłam obiad – zrobiłam sałatkę, do tego kawałek pieczonego
kurczaka, którego kupiłam 2 dni temu i poszłam spać. Od mniej więcej 14 do 18.
W związku z tym potem rozespana snułam się już tylko po mieszkaniu i teraz
zbieram się do spania. Dzięki wczorajszemu wieczorowi nauczyłam się kilku
nowych słówek od znajomych, z którymi spędziłam wieczór: brilla –
czyli podchmielona, odpowiednik angielskiego tipsy i spugna, czyli „gąbka” – osoba, która
wchłania każdą ilość alkoholu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz