środa, 14 sierpnia 2013

Day 48 - 14 sierpnia

Pierwszy z dwóch dni leniuchowania. Ale mimo wszystko kilka rzeczy udało się załatwić.

To już potwierdzone. 30 września do Rzymu przylatuje moja mam i mój brat. Razem wracamy do Polski 4 października, tym samym samolotem.

W końcu wyspałam się. Obudziłam się jednak „cała połamana” zupełnie bez przyczyny.

Ogarnęłam trochę szczegóły wycieczki – zaklepałam dwie nocki w hostelu młodzieżowym w Padwie, poszłam na dworzec kupić bilety autobusowe. W piątek raniutko o 6.45 uderzam do Padwy, a w niedzielę o 15.40 wyjeżdżam z Wenecji w drogę powrotną do Perugii.

Całe przed południe zajęło mi odtwarzanie kilku ostatnich dni i uzupełnianie bloga o zaległe wpisy.
Zrobiłam też listę „things to do” na jutro, przed wyjazdem.


Jak widać, nic szczególnego dziś się nie wydarzyło. Poza jedną śmieszną sytuacją w sklepie. Kupiłam płyn do prania i jak się okazało przy kasie, za darmo do niego dołączony był w promocji wybielacz. Nie wiedziałam o tym oczywiście, ale sprzedawczyni kazała mi się wrócić po niego. Nie trafił do niej argument, że go nie chcę.  Tak więc wyszłam obładowana ze sklepu jak wielbłąd – szampon, duży żel pod prysznic, olbrzymi płyn do prania, zmiękczacz do tkanin i na dodatek wybielacz. Największa z pięciu butli. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz