Pierwszy
z dwóch dni leniuchowania. Ale mimo wszystko kilka rzeczy udało się załatwić.
To
już potwierdzone. 30 września do Rzymu przylatuje moja mam i mój brat. Razem
wracamy do Polski 4 października, tym samym samolotem.
W
końcu wyspałam się. Obudziłam się jednak „cała połamana” zupełnie bez
przyczyny.
Ogarnęłam
trochę szczegóły wycieczki – zaklepałam dwie nocki w hostelu młodzieżowym w
Padwie, poszłam na dworzec kupić bilety autobusowe. W piątek raniutko o 6.45
uderzam do Padwy, a w niedzielę o 15.40 wyjeżdżam z Wenecji w drogę powrotną do
Perugii.
Całe
przed południe zajęło mi odtwarzanie kilku ostatnich dni i uzupełnianie bloga o
zaległe wpisy.
Zrobiłam
też listę „things to do” na jutro, przed wyjazdem.
Jak
widać, nic szczególnego dziś się nie wydarzyło. Poza jedną śmieszną sytuacją w
sklepie. Kupiłam płyn do prania i jak się okazało przy kasie, za darmo do niego
dołączony był w promocji wybielacz. Nie wiedziałam o tym oczywiście, ale
sprzedawczyni kazała mi się wrócić po niego. Nie trafił do niej argument, że go
nie chcę. Tak więc wyszłam obładowana ze
sklepu jak wielbłąd – szampon, duży żel pod prysznic, olbrzymi płyn do prania,
zmiękczacz do tkanin i na dodatek wybielacz. Największa z pięciu butli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz