Dziś
było trochę tego i owego, ale generalnie dzień kończę nieźle wkurzona.
Rano
obudziłam się dość wcześnie. Co najmniej 2-3 godziny zajęło mi ogarnięcie
dokumentów do stypendium, które muszę wysłać do Polski na uczelnię. Wybiegłam z
domu o 12.50 z nadzieją, że zastanę otwarty punkt ksero i pocztę. Obie „instytucje”
mam niemalże pod nosem i są zlokalizowane obok siebie. Ksero było już
zamknięte, ale obok znalazłam drugie otwarte. Wydrukowałam wniosek i poszłam na
pocztę. O 12.57 pobrałam numerek, po czym zobaczyłam, że okienko i tak było już
zamknięte. Nic więc w sumie nie załatwiłam. A poczta niby zamyka się o 13.35.
Okienko pocztowe, czyli nie przeznaczone do przekazów pocztowych i innych
rzeczy, być może o 13.00, ale come on, byłam tam o 12.57!
Lekko
wkurzona na siebie i na pocztę, zabrałam się za obiad. Nic skomplikowanego.
Kluchy, sos pomidorowy, ser.
Potem
godzinka opalania na balkonie i nieśmiałe próby nauki kilku słówek po włosku.
Potem mecz Radwańskiej, szybki wypad do sklepu po małe zakupy i unikanie właścicielki
przez resztę popołudnia. Oczywiście znowu pojawiła się w mieszkaniu, a jakże by
inaczej. Tym razem sama. Malowała nieudolnie okno w łazience i coś tam w
kuchni. Zostawiła taki niemiłosierny bałagan. Podłoga zachlapana farbą, bidet,
toaleta, ściany, zlew, kurki w łazience i kuchni. Wszystko uwalone białą farbą
emaliową. Do tego smród. Ciśnienie podniosło mi dodatkowo to, że do wycierania
farby użyła gąbkę, którą zmywam naczynia. W ten sposób zostałam bez gąbki.
Wkurzają mnie te jej przeróbki mieszkania, bo zostaje po nich gorszy syf i pełno
zachlapań niż przed poprawkami. Wyciągnęłam pieniądze z bankomatu i zapłaciłam
jej za wrzesień już. Wykorzystałam to, że była i mam nadzieję, że się szybko
nie pojawi. A że się pojawi, to wiem. Na pewno wróci coś tam jeszcze malować. Niech
tylko spróbuje coś robić w moim pokoju. Nieźle się naszorowałam paznokciami,
aby jako tako doprowadzić chatę do porządku.
Seda się wyprowadza. Już zabrała prawie wszystkie
swoje rzeczy. Została już tylko walizka i jedzenie, po które pewnie wróci niebawem. Nie wiem jak
długo będę sama w mieszkaniu dopóki nie wrócą dziewczyny – Giulia, Roberta,
Marilena. Myślę, że za sprawą właścicielki nie będę narzekać na brak
towarzystwa.
Decyzja zapadła. Jutro jadę do
Gubbio. Mam
nadzieję, ze autobusy kursują według tego rozkładu, który znalazłam na stronie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz