Hmmm
ostatni dzień pracy z Marią, ostatni dzień ze studentami z grup sierpniowych.
Przyszłam
nieco wcześniej do pracy, bo już po 11. Załapałam się więc na seminarium dla
studentów dotyczące systemu edukacji wyższej we Włoszech, czyli jak funkcjonują
tutejsze uniwerki. Przyznam, że system ten jest bardzo zbliżony do tego, z czym
mamy do czynienia w Polsce.
O
12 rozpoczęło się wręczanie certyfikatów końcowych. Było bardzo zabawnie i
radośnie. Na koniec wszyscy tutorzy coś powiedzieli od siebie, nawet ja.
Podziękowałam studentom za czas wspólnie spędzony, dosłownie jedno – dwa zdania,
ale stres był. W sumie było nas trochę
ponad 100 w sali – studenci, tutorzy, nauczyciele.
Potem
kilka sesji fotograficznych i razem z innymi tutorami udaliśmy się na stołówkę,
aby wspólnie zjeść obiad w pełnym, 10-osobowym składzie. Maria przyniosła wino
i bez problemu mogliśmy sobie je otworzyć na stołówce uniwersyteckiej i wypić. LOL
Moi włoscy znajomi zakosili nieco jedzenia dla jednego z tutorów, który już skończył
studia i nie ma karty na stołówkę. Poza tym, studenci włoscy, którzy otrzymują
stypendium nie musza płacić za posiłki, więc jest to naprawdę super. Ja płacę
albo 2€ albo 4,5€ w zależności, czy biorę pasto ridotto czy pasto completo. Zazwyczaj
jednak pasto ridotto, czyli „zredukowane” w stosunku do pasto completo, pozwala
mi się nasycić, aż za bardzo.
Potem
jeszcze kawa w barze z kilkoma tutorami i razem z Alonso udaliśmy się do biura,
aby podrzucić parę dokumentów. Padnięta wróciłam do domu. Zamierzam jednak
wieczorem wyjść na miasto. Mam nadzieję, że uda mi się spotkać z innymi
tutorami i zapewne co poniektórymi studentami z kursu, którzy wyjeżdżają już z
Perugii.
Dostałam
też grafik na przyszły tydzień. Poniedziałek i wtorek to będzie istne piekło –
rejestracja nowych studentów, których przyjeżdża niewiele ponad 200, egzaminy
wstępne – część pisemna i część ustna rozbite na dwa dni. A potem środa wizyta
w centrum miasta z jedną grupą, a w czwartek Bevagna z inną grupą. Piątek wolny
na szczęście, ale wnioskuję, że będę tutorować dwóm grupom, więc w każdym
tygodniu będą mnie czekać dwie „lekcje poza klasą”.
Tymczasem,
do poniedziałku mogę się delektować błogim czasem i nie muszę sobie zaprzątać
niczym myśli. Jutro tylko razem z piątką innych tutorów jesteśmy dwie godziny w
biurze Erasmusa, żeby zapewne przygotować jakieś drobiazgi na przyjazd, a w
zasadzie potop nowych studentów.
Dzisiaj
po południu znowu w mieszkaniu pojawiła się właścicielka ze swoją znajomą, aby
pomalować okna czy coś tam zrobić. Chwilę pogadałyśmy, spisałyśmy znowu
liczniki, a w mieszkaniu śmierdzi farbą. Jutro zapewne wrócą kończyć malowanie.
I tak w koło Macieju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz