środa, 7 sierpnia 2013

Day 40 - 6 sierpnia

Wtorek. Wow. Dzień numer 40!

Rano nie robiłam nic, zupełnie nic. Przynajmniej nie kojarzę, abym zrobiła coś produktywnego.

Oczywiście w najgorszym upale musiałam udać się do pracy, czyli o 13.30. 3 godzinki w tutor desk. Trochę jest zamieszania z tymi nowymi grupami, bo zawsze coś się dzieje. Jakaś lekcja jest przełożona, a to nie ma sali, a to to, a to tamto. Razem z Alonso przeorganizowaliśmy nieco nasze miejsce pracy w ostatnie dwie godziny, aby zabić czas. Obecnie mamy w sumie 10 grup, 3 które zaczęły 22 lipca oraz 7 nowych od sierpnia. „Grupy lipcowe” jednak jutro mają egzamin końcowy i w piątek ceremonię wręczenia dyplomów. Tak więc ten tydzień jest trochę szalony, bo jedni odchodzą, a inni przychodzą.

Dziś mieli do mnie przyjechać owi znajomi, którzy w sobotę wylądowali w Rzymie. Na szczęście tylko 3 osoby. Plan pierwotny zakładał ich przyjazd w środę, jednak uległ on zmianie. Ostatecznie jednak nie zjawili się dziś w Perugii. Teraz, wg aktualnych informacji jakie posiadam, mają przyjechać w czwartek.


Na obiad ugotowałam po raz pierwszy tradycyjne włoskie gnocchi. Czy takie tradycyjne, hmmm. Gnocchi kupiłam gotowe w supermarkecie, sos pomidorowy też. Do tego trochę oliwek, świeża rukola i starty ser. Mmniam. Jak u mamy. Tej włoskiej mammy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz