Wtorek, pobudka ok. 9. Prysznic i w drogę do pracy. Od 11 do 15
praca w tutor desk, razem z Alonso i w między czasie przewinęła się Vanessa i
Danilo oraz Chiara, Alessia i ktoś jeszcze. Trochę jest zamieszanie z tymi
siedmioma grupami. A to ktoś zostawia zaświadczenia lekarskie, a to kombinuje
jak tu pojechać w innym terminie na wycieczkę, bo chłopak będzie w Perugii.
Ktoś jest chory, jakieś lekcje będą odrabiane w innym terminie. Nauczyciele
czegoś chcą, trzeba obliczą nieobecności. Jest co robić jednym słowem. Ale
zawsze jest trochę czasu na porozmawianie i pożartowanie.
Po
powrocie do domu zjadłam resztkę gnochhi jakie przygotowałam wczoraj, tuż przed
wyjściem na stację z Gośką, aby trochę spróbowała czegoś innego z kuchni włoskiej.
Porozmawiałam
trochę z Sedą. 15 sierpnia wybiera się do Pisy, a potem 16 sierpnia na słynne palio
do Sieny – czyli wyścigi konne w centrum miasta. Jedzie sama i trochę jej doradzałam
w sprawie dojazdu, pomagałam znaleźć autobus itp.
Sama
poświęciłam popołudnie w zasadzie na słodkie nic nie robienie. Po pracy
przeszłam się na dworzec autobusowy i w głowie ułożyłam sobie już plan
wycieczki, okrojony co prawda do trzech dni, ale jednak.
Wieczorem
wyskoczyłam do sklepu po winko. Porozmawiałam z mamą na skypie. I tyle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz