Zaczynamy więc drugą dziesiątkę, dziś dzień 11.
Biuro dzisiaj było dosyć puste, dlatego że nie było
Valentiny (wiek ok. 32 lata) and Mili (wiek ok. 48 lat, potwierdzone przez FB J. Byli więc tylko
Filippo (wiek ok. 34 lat, też znaleziony na FB) oraz Paolo (lekko ponad 50
myślę).
Dzisiaj pomagałam przy uzupełnianiu dokumentacji dla
studentów z Turcji, którzy potrzebują wiz, aby przyjechać do Perugii. Polegało
to mniej więcej na kopiowaniu-wklejaniu informacji do gotowych formularzy i
drukowaniu. Kiedy koło 13 byłam już w skowronkach po „robocie’, a w zasadzie po
połowie roboty, Paolo zapytał czy wracam popołudniu do pracy.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA Już wiedziałam co się święci. Nie ma tyle
tego dobrego.
Musiałam więc wrócić po południu, tj. o 14.30 na 2, 2 i pół
godziny. Filippo już nie było więc byłam tylko ja i Paolo. Paolo był też pierwszą
osobą, która powiedziała do mnie zdanie po angielsku: Do you speak English?
Hehhe Na moje entuzjastyczne Yes, of course
padła odpowiedź, że on nie za to nie za bardzo. Jedna jaskółka wiosny
nie czyni. Jest on osobą, którą najciężej mi zrozumieć, ze względu na
specyficzny, nieco wadliwy sposób jego wymowy.
Po południu więc musiałam wklepywać dane do Excela i pójść
do punktu poligraficznego, żeby zrobić ksero wielkoformatowe. Oczywiście
musiałam się pytać kilka razy Paolo jak tam dotrzeć, ale dałam radę. Zadanie
wykonane.
Ale chyba nie do końca wyłączyłam mój komputer. Chyba
jedynie wylogowałam się z systemu. Ups Takie to mam problemy.
Po południ wpadła właścicielka, teoretycznie po mój numer
fiskalny. Faktycznie przyniosła mi do podpisania nową umowę, którą teoretycznie
musi zarejestrować. Dała mi do przeczytania i spytała czy wszystko OK. Wszystko
było podobne w miarę do starej umowy, z tą różnicą, ze stara miała jedną
stronę, a ta trzy. Zabrakło zapisku o kaucji, więc na moją prośbę został uwzględniony.
Gdzieś wyczytałam, żeby we Włoszech uważać na to, aby nie zostać oszukanym w
ten sposób, że płacisz kaucję, a potem nie masz podstawy żądania jej zwrotu.
O dziwo, żadna z trzech kopii umowy nie była dla mnie. Tak
więc nie dostałam od właścicielki nowej umowy, starą kazała mi podrzeć i
musiałam to zrobić na jej oczach. Zanim więc wyszła, ściemniłam jej, ze mój
ojciec jest adwokatem i uczulił mnie na takie różne rzeczy, i czy… mogę sobie chociaż
zrobić zdjęcia umowy, skoro zostaję bez żadnego egzemplarza. Zrobiłam foty.
Ostrożności nigdy za wiele. Mili ludzie to podejrzani ludzie. Taka już jestem.
Ciężko otrzymać moje zaufanie, a ludzi trzymam na dystans. Szczególnie jeśli
chodzi o pieniądze.
Teraz już prawie 20. Trochę późno, ale trzeba ogarnąć
włoski. Choć trochę, by lepiej czuć się psychicznie.
Dzisiaj złożyłam mojej współlokatorce spóźnione życzenia
urodzinowe i dałam jej kartkę, z życzeniami w trzech językach. Wycałowałyśmy
się. Miły moment. Potem poprosiłam, żeby mi pokazała które detergenty mogę użyć
w celu ogarnięcia mieszkania.
Tak więc podczas godziny wolnego podczas pracy kiedy wróciłam
do domu, puściłam pranie, posprzątałam łazienkę, ugotowałam makaron i zjadłam
obiad. Ave Cezar!
Dzisiaj nie mam żadnych zdjęć na okraszenie wpisu,
uzupełniam więc starsze wpisy. Nadal czuję się nieswojo z powodu tego, że nie
mam żadnego egzemplarza umowy. L
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz