Niedziela była dniem regeneracji.
Rano pobudka, kościół. Tym razem wybrałam katedrę. Nie było jednak gazetki, z
obrządkiem, więc dzisiaj było nieco trudniej o bardziej aktywny udział, ale ku
mojemu zdziwieniu w katedrze było nieco więcej ludzi, ok. 60 może, czyli jakieś
3-4 razy więcej niż w kościele, do którego chodziłam dotychczas.
Potem spacer w odnalezieniu
drugiego kampusu uniwersyteckiego, gdzie prawdopodobnie będzie odbywało się
część zajęć dla studentów.
Potem powrót do domu i obijanie
się. Zrobiłam sałatkę na obiad, a wieczorem na deser soczysty melon.
Poza tym powtarzanie słówek,
rozmowa na skypie na linii Perugia-Chicago-trzy miasta w Polsce. Jestem w
szoku, że nasze łącza internetowe wytrzymały i dałam radę porozmawiać z całą
rodzinką.
Plan wspólnego zwiedzania Rzymu z
bratem na początku października nadal aktualne!!! Huraaaa
Poza tym, napisałam w ciągu 2-3
godzin jakieś 2 strony w Wordzie listy motywacyjnego, który jest wymagany w
aplikacji do ONZ. Wychwalałam w nim, jak to moje dotychczasowe doświadczenia
super korespondują z wymaganiami stawianymi przed kandydatami i jak ja sama
reprezentuję wartości, jakim patronuje ONZ, itp. Itd. Uważam to więc za
największy sukces dzisiejszej błogiej niedzieli.
Teraz praca nad upiększaniem się, czyli malowanie paznokci i inne zabiegi pielęgnacyjne. Plus pranie.
Od jutra, cambiamenti, czyli zmiany, zmiany i
jeszcze raz zmiany. Oby na lepsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz