Oj zmiany na całego dzisiaj. Rano
uczelnia wypełniła się studentami. W sumie przyjechało 46 nieboraków, a nie 49.
Większość jak udało mi się zorientować z bardzo słabą lub zerową znajomością
włoskiego.
Moim pierwszym zadaniem było
zajęcie się studentem angielskim, który pojawił się nieco wcześniej. Eliott jak
się wkrótce okazało jest minimalnie niepełnosprawny. Ma problem z lewą dłonią,
której palce są niemal cały czas zaciśnięte i problem sprawia mu również chodzenie.
Jest nieco nieśmiały, ale na szczęście nieco zasymilował się z grupą, ponieważ
wszyscy mówili dziś po angielsku między sobą.
Razem z nim poszłam do baru,
ponieważ chciał wypić kawę i okazało się też, że nie jadł jeszcze śniadania, więc
wybrał sobie cornetto.
Potem pomagałam mu nieco przy
rejestracji i o 9 ruszyła machina. Krótkie powitanie i o 10 egzamin wstępny
sprawdzający poziom języka.Podczas egzaminu chodziłyśmy i
pilnowałyśmy ludzi oraz odbierałyśmy testy. Potem, pomagałyśmy przy koordynacji
egzaminu ustnego. Pozostałe tutorki,
czyli 4 dziewczyny, rodowite Włoszki są super sympatyczne i trochę udało nam
się porozmawiać.
Potem chwila przerwy i o 13
zaczął się bufet dla wszystkich J
Całkiem dobre jedzonko. Oczywiście zanim udało mi się dostać do stołów, część
jedzenia już zniknęła, ale nawet te ostatki były super pyszne.
O 14 obwieszczono oficjalnie, kto
do jakiej grupy się dostał i każdy otrzymał swój plan zajęć.
Potem, razem z jedną professoressą rozmawiałyśmy z Eliottem na temat jego dojazdów na
uczelnię. Okazuje się, że za każdym razem ktoś, jakiś wolontariusz z zewnątrz
podejrzewam, musi go przywozić i zawozić na uniwersytet. Było nieco dziwnie,
ponieważ professoressa mówiła po włosku a ja tłumaczyłam na angielski, w pewnym
momencie zaczęłam wtrącać słowa po polsku. Byłam już naprawdę nieźle zmęczona.
Jakoś udało się ustalić plan na
najbliższy tydzień, na razie wstępnie. Okazuje się, że będę się zajmować
Eliottem, ponieważ on słabiutko zna włoski, ale mam jak najczęściej używać
włoskiego. Angielski tylko w razie konieczności. Podczas pierwszego tygodnia
mam mu też towarzyszyć podczas zajęć, żeby sprawdzić czy wszystko jest ok itd.
Jest też drugi chłopak, mężczyzna
w zasadzie, o imieniu coś na kształt Abdul, który też ma się nim nieco
zajmować, podejrzewam, że chodzi o czas popołudniami i może też w ciągu dnia.
On mówi zaś tylko po włosku i razem mamy się wymieniać opieką nad Eliottem. Ale
nie mam pojęcia jaka ma być rola tego jegomościa i jak mamy się dzielić opieką.
Wyjdzie w praniu.
Nie jestem jednak pewna, czy
Eliott wymaga aż takiej opieki. Na pewno na razie jest mocno zagubiony,
przyjechał wczoraj itd. Ale przez pierwszy tydzień wszyscy chcą na niego bardzo
uważać, takie odniosłam wrażenie. Poza zajmowaniem się Eliottem mam oczywiście jeszcze
inne obowiązki, ale nie wygląda na to, żebym szybko miała wrócić do biura.
Hurra
Wróciłam do domu koło 15.30,
trochę ogarnęłam podłogę w pokoju, korytarzu i kuchni, bo na szczęście ktoś
umył „ubłoconą” wręcz po malowaniu podłogę w łazience. Wczoraj była już w
opłakanym stanie. Potem winko na regenerację i sałatka z wczoraj na kolację.
Jutro czeka mnie niemiłosiernie długi
dzień. Zaczynam z Eliottem zajęcia o 8 rano. Dojście na drugi kampus zajmie mi
spokojnie jakieś 25 minut, więc najdalej 7.20 planuję wyjść, aby tam być, kiedy
przyjedzie Eliott.
Najpierw 2 godziny zajęć o kulturze
jak się domyślam, czyli Elementi di civilita’, a potem 3 godziny Lingua italiana.
Mam co chciałam, będę uczestniczyć w części zajęć, ale Eliott jest niestety w
grupie początkującej, więc trochę będę się
nudzić na zajęciach językowych, ale może wręcz przeciwnie – zrobię sobie powtórkę.
Mam nadzieję, że będzie szybkie tempo przerabiania materiału. Potem pewnie potowarzyszę
Eliottowi podczas obiadu na stołówce, tylko jeszcze nie wiem czy na tamtym
kampusie, czy bliżej uczelni, bo lekcje kończą się ok. 13, ale potem o 15.30
zaczyna się zwiedzanie miasta- lekcja w terenie, a spotkanie jest w Budynku
Głównym, który od tego kampusu jest oddalony jakieś 10 minut na nogach.
Professoressa ma zawieść E. z kampusu do budynku głównego. Muszę z nią ustalić
szczegóły na temat obiadu jeśli ją spotkam.
Potem o 15.30 zaczyna się obchód
miasta. Tutoruję całej grupie, więc też pewnie coś będę miała do zrobienia. I
tak mniej więcej do 18 kiedy ma się skończyć zwiedzanie.
Mam nadzieję, że nie padnę. Ale
najgorsze i tak przede mną we środę. Na szczęście lekcje zaczynają się o 9. Na
początek 3 godziny ćwiczeń mówienia (hurraaa!!!), potem 2 godziny przerwy i
wycieczka do fabryki czekolady. Muszę z dziewczynami dokładnie obgadać jak to
ma wyglądać, bo mamy jechać tam jakimś
autobusem i musimy zabrać wcześniej z Budynku Głównego bilety, które trzeba
będzie kasować i pieniądze na zakup biletów w fabryce. Na szczęście jedzie ze
mną Maria, więc nam nadzieję, ze będziemy jechać tym samym autobusem i ona mi
nieco pomoże w kwestiach ogarnięcia tego rabanu, jak również przemiłe
porfessoresse.
To tyle więc. Najbliższe dwa dni
będą masakryczne. Potem w czwartek powtórka z wtorku jeśli chodzi o lekcje –
rano na 8 i 5 bitych godzin. Nieco luźniej na razie wygląda piątek, tylko 2
godziny zajęć z mówienia od 11 do 13. W tym tygodniu jestem zwolniona z
siedzenia w Tutor Desk, czyli punkcie, do którego mogą się zwrócić studenci lub
nauczyciele w razie potrzeby.
Czas leniuchowania oficjalnie się
zakończył. Ten tydzień będzie tragiczny, ale następny już powinien być nieco
lżejszy. Ale tu jeszcze 4 dni do przeżycia.
Wkrótce trochę zdjęć z tutoringu,
bo zostałyśmy proszone o to, aby robić fotki na pamiątkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz