piątek, 5 lipca 2013

Day 8 - 5 lipca

Dzisiejszy dzień nie należał do interesujących. Oczywiście nie mogłam znaleźć nowego biura i błądziłam w  uniwersyteckich korytarzach, ale na szczęście z pozytywnym skutkiem.
W pracy nudy, kserowanie milion kartek i układanie ich potem. 3 godziny i po robocie. Poklepanie po plecach – możesz już iść. Bezcenne.

W drodze powrotnej kupiłam w kiosku „La Repubblica”, czyli jeden z największych włoskich dzienników. Trochę poczytałam i potłumaczyłam słownictwo.

Oczywiście całe popołudnie zajął mi tenis. Szkoda Janowicza. Pokazał niezły tenis, ale jego czas jeszcze nadejdzie.

Na couchsurfingu odpowiedziałam na post pewnej Turczynki, która jest w Perugii na kursie językowym i szuka ludzi chętnych do wyjścia na kawę itp. Umówiłyśmy się na jutro na 13. Mały krok w zrealizowaniu wczorajszego postanowienia o poznawaniu nowych ludzi.

O ile powoli zaczynam nie panikować na dźwięk ludzi mówiących do mnie po włosku, o tyle zaczynam panikować, bo nie mogę zebrać myśli po angielsku i kiedy próbuje zapytać wujka Google o coś, napotykam na wysoki mur w mojej głowie.

Czy więc uczę się jednego języka kosztem zapominania drugiego?

Dzisiaj też stuknął mi tydzień we Włoszech i tydzień w Perugii. Poskramiam potwora powoli. 

Fotorelacji z dnia dzisiejszego brak. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz