W pracy nudy. O 10 było
zebranie. Filippo, Mila, ja i 4 inne dziewczyny, które tak jak i ja będą
tutorkami.
Jeśli chodzi o tutoring, to do moich zadań, o ile dobrze zrozumiałam, będzie należało głównie sprawdzanie listy obecności, kontrolowanie zachowania grupy podczas lekcji poza szkołą, m.in. podczas zwiedzania miasta czy wycieczek, służenie generalnie pomocą studentom i nauczycielom. Jako tutorki mamy też spotykać się z grupą na 3 godziny w tygodniu, żeby prowadzić konwersację. Ja jako tutor konwersacji w języku włoskim. Wolne żarty. Ale będzie ta druga dziewczyna więc nie będzie tak źle.
Dostałyśmy wszystkie po dwie koszulki i
plakietkę. Tak oto będę się prezentować. Zapewne koszulki będę mogła zachować,
więc już i pamiątkę z uniwerku też mam.
Studentów przyjeżdża
49, podzieleni zostaną na 3 grupy. W poniedziałek mają test na wstępie, który
podzieli ich na dwie grupy podstawowe i jedną zaawansowaną. Fajnie więc, bo w
końcu zacznie się coś dziać. Będę miała szansę nawiązać nowe znajomości i
poćwiczyć język mówiony w otoczeniu inne niż biurowe. Jestem ciekawa jak to
wszystko będzie wyglądać. Na pewno przyszły tydzień przyniesie dużo zmian. Mam
nadzieję, że będę więcej czasu spędzać jako tutor niż jako kołek w biurze. I że
zmiany wyjdą mi tylko na dobre.
Oczywiście te cztery
inne dziewczyny dostały teczki z informacjami na temat kursu, a dla mnie już
nie przygotowali tych materiałów. Bosko.
I tak gwoździem dzisiejszego
dnia jest to, że po zapytaniu Mili o to, czy istniałaby możliwość wzięcia kilku
dni wolnego w sierpniu, usłyszałam odpowiedź negującą. Zasłaniała się warunkami
programu Erasmus itp., ale moja obecność w biurze i tak nie jest rejestrowana w
żaden sposób. Legły więc w gruzach moje plany podróżowania wraz ze znajomymi,
kiedy przyjadą tutaj za dwa tygodnie. Najprawdopodobniej nie będę mieć też
długiego weekendu, bo 15 sierpnia, czyli czwartek jest wolny tak w Polsce.
Super. Po prostu super. Mila ze zdziwieniem przyjęła fakt, że nie mam włoskiego
numeru telefonu. Po prostu, nie korzystam tutaj z telefonu w ogóle, poza opcją
budzika. A roaming jest obecnie dość tani, więc nie widziałam sensu kupowania
karty. Strasznie dziwne. Jedyne ustępstwo to fakt, że jak coś, to będę mogła
przyjść sobie w poniedziałek na popołudnie do pracy, jeśli będę miała taką
wolę. A wydawało mi się, że na początku stażu mówiła mi o tym, że jak będę chciała
mieć wolne, to żebym im wcześniej tylko zgłosiła. Najwidoczniej coś źle
zrozumiałam przecież.
Po zebraniu dostałam
3-4 zadania typu przynieś-wynieś-pozamiataj i nudziłam się do 13.30 kiedy to
Mila wychodzą powiedziała mi, ze mogę iść do domu.
Poszłam więc dowiedzieć
się o to, jak jutro mogę dostać się do Asyżu. Biorę więc autobus w obie strony.
Mam nadzieję, że będzie dobra pogoda, bo tuż po moim powrocie dosyć solidnie
się rozpadało. Ale teraz jest już w miarę OK, przynajmniej się nieco ochłodziło.
Oczywiście minęłam się przed wejście do budynku z właścicielką, która
odjeżdżała.
W drodze powrotnej
spotkałam trzy Polki, które zwiedzały miasto i chciały sobie zrobić zdjęcie.
Mówiły, że akurat nikt nie idzie, żeby im cyknąć fotkę, więc zagadałam po
polsku, że chętnie zrobię zdjęcie. I fotkę zrobiłam. Panie były trochę
zdziwione słysząc, że jestem rodaczką.
Dzisiaj jeszcze w
planach zakupy i włoski. Muszę się uczyć wydajniej nowego słownictwa. Czuję
jednak, że poprzez kontakt z innymi studentami zrobię szybszy progres w
mówieniu. Rozmawianie z ludźmi w biurze dosyć mocno mnie blokuje i powoduje
stres. Staram się wcześniej przygotować sobie w głowie wypowiedź, ale ciężko mi
ze spontaniczną reakcją i odpowiedzią.
Tak więc cieszę się
cudownym piątkowym popołudniem, z optymizmem patrzę w przyszłość i nic nie jest
mi w stanie popsuć humoru, nawet ten brak wolnych dni.
Jutro Asyż. Musze więc
wieczorem ogarnąć sobie plan zwiedzania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz