niedziela, 14 lipca 2013

Day 16 - 13 lipca

Jak na sobotę, nastąpiła wczesna pobódka. Pakowanie rzeczy w pośpiechu i o 9 wyszłam już z domu. Na stację dotarłam ok. pół godziny później. Kasy biletowe zamknięte. Zostało więc kupienie biletu/ów w maszynie. Przebiegło to raczej bezboleśnie, ale na przyszłość muszę sobie na to rezerwować dodatkowy czas, bo dłuższą chwilę to trwa, szczególnie jak jest kolejka.
Pociąg do Passigniano przyjechał mniej więcej o czasie. Oczywiście wcześniej skasowałam bilet w kasowniku na stacji, ale okazało się to zupełnie zbędne, bo ani w jedną ani w drugą stronę nie miałam kontroli. Podróż do Passigniano z Perugii była krótka, ok. 25-30 min.
Pierwsza jazda pociągiem włoskim należała do bardzo udanych. Wagony są komfortowe i w miarę czyste. Nie można tego powiedzieć o stacjach, szczególnie tych mniejszych.
Passigniano jest malutkie i urokliwe. Plaża nad jeziorem jest jednak znikoma i bardziej przypomina łąkę, bo porośnięta jest trawą. Tylko część „plaży” jest przeorana tak, że stąpa się po piasku. Woda w Jez. Trazymeńskim średnio czysta, ale jakże ciepła. Już o 11 miała spokojnie ponad 20 stopni chyba.



Najpierw więc dotarłam do turystycznej części miasta, usiadłam na ławce i zjadam przygotowaną wcześniej sałatkę. Potem chciałam dostać się na statek, ale przyszłam jakieś 2 minuty za późno. W związku z tym, oczekiwanie na kolejny rejs spędziłam na plaży. Półtorej godziny smażingu i topienia słoniny.
O 13.15 wsiadłam na statek by po 20 minutach wylądować na Isola Maggiore, czyli na wyspie znajdującej się na jeziorze. Półtorej godzinny spacer i rejs powrotny do Passigniano. A w mieście chwila leżenia na trawce, tym razem w cieniu, spacerek i o 17.50 pociąg powrotny do domu.









Zaliczyłam McDonald’s po raz pierwszy we Włoszech. Wybrałam to co zawsze, czyli shake czekoladowy, który był o wiele większy niż ten w Polsce, i smakował też nieco inaczej.
Potem ogarnięcie autobusu miejskiego. Nie miałam już ochoty na to, aby wdrapywać się do siebie na wzgórze. Droga na stację była OK, bo z górki, ale po doświadczeniach traumatycznego powrotu do domu po uzyskaniu codice fiskale, dałam za wygraną.
Spytałam się więc jaki autobus mam wziąć i kupiłam bilet w biurze tutejszej komunikacji miejskiej, które znajduje się przed budynkiem dworca.
Tak więc dzisiaj też miałam okazję po raz pierwszy skorzystać z autobusu w Perugii. Wysiadłam blisko domu. Potem szybkie zakupy i prysznic w domu. Ok. 21 wyszłam z domu, aby poczuć po raz ostatni klimat Umbria Jazz Festival. Wracałam jednak szybko do domu wystraszona pojawiającymi się na niebie błyskawicami. Atmosfera jednak fantastyczna. Restauracje pełne, ulice pełne. A tłum dopiero się zagęszczał ok. 22 jak wracałam.






A ja teraz cierpię spalona jak rak. Oby trochę mi zbladła skóra i zbrązowiała. Filtr 15 nie dał rady. Na zewnątrz nie byłam aż tak długo, ale dekolt, ramiona i przede wszystkim twarz dają mi się teraz we znaki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz