środa, 31 lipca 2013

Day 34 - 31 lipca

Dzisiaj miałam chyba najlepszy dzień odkąd przyjechałam do Italii. Veramente.

Najpierw rano prysznic, ogarniecie mieszkania na przyjazd mojej nowej współlokatorki, ogarniecie pokoju.
Potem wybrałam się nieco spóźniona na lekcję z języka ekonomiczno-prawnego. Nie zrobiliśmy prawie nic, ale mam przynajmniej fajne kserówki J

Po lekcji wybrała się do biura Erasmusa, aby odebrać od Mili listę obecności z nazwiskami osób z mojej grupy na jutrzejszą wycieczkę. Porozmawiałyśmy chwilę, pożartowałyśmy chwilę. Do rozmowy włączyła się Valentina. Dostałam również grafik na nowy tydzień oraz dowiedziałam się, że 16 sierpnia, czyli dzień po Ferragosto (15 sierpnia), uniwersytet jest zamknięty. Na dodatek, o ile dobrze zrozumiałam mam wolną również środę!!! 5 dni wolnego!!! Co do tej środy to muszę się jeszcze upewnić hehe Kolejny dzień wolny!
Ale i tak najlepsze było jedno zdanie wypowiedziane przez Milę: „Jesteśmy z ciebie bardzo zadowoleni”. Od tego momentu, czyli mniej więcej od 13.30 nie stąpam już po ziemi, lecz unoszę się w powietrzu. To było piękne zakończenie mojego pierwszego miesiąca w Perugii.

Z ciekawostek, jutro jadę z grupą na wycieczkę do Bevagni, gdzie jedną z atrakcji będzie… średniowieczna kolacja. Już się nie mogę doczekać. W poniedziałek jadę znów z kolejną grupą do Bevagni.

W tym tygodniu pracuję w sumie 18 godzin, także w przyszłym. Żyć nie umierać.

Potem od 15 do 18 pracowałam w tutor desk razem z Marią. Trochę porozmawiałyśmy i pośmiałyśmy się dla zabicia czasu. Parę rzeczy było też do zrobienia.

Następnie spotkałam się z Pauliną, której po krótce objaśniłam jak wygląda kurs i czego może się spodziewać. Bardzo miła dziewczyna. Bardzo prawdopodobne, że razem w poniedziałek pojedziemy do Bevagni, jeśli dobrze zda test i trafi do grupy zaawansowanej.

Potem wróciłam do domu, gdzie urządziłam sobie wykwintną kolację – identyczną jak prawie każde moje śniadanie, czyli sucharki do tego pesto, pasta z grzybami, gorgonzola, pomidor, mozzarella. Wino.

Ok. 21 przyszła właścicielka, razem z nową dziewczyna, Sedą o ile się nie mylę. Mówi ona trochę po włosku więc spoko, będzie można ćwiczyć język razem J Wydaję się być też bardzo sympatyczna. Zapłaciłam właścicielce czynsz za sierpień i porozmawiałam na temat noclegu dla moich znajomych.

Kilka dni temu do zlewu wpadła mi zatyczka od pasty. Od dwóch dni jednak odpływ wody był wyraźnie spowolniony, szczególnie dziś. Na szczęście pod wpływem stojącej, lub wolno spływającej wody, korek „wypłynął”. Ufff ucieszyłam się. Ale woda wcale nie zaczęła szybciej spływać. Potem… wypłynął kolejny korek i… kolejny. W sumie wyjęłam ze zlewu 3 zatyczki od pasty, a woda nadal ledwo co spływa. Na szczęście znalazłam jakiś płyn do rur w domu i może on pomoże. Najważniejsze, że udało mi się wydostać ten mój korek. I przy okazji dwa inne.


I jak tu nie wierzyć w cuda. Mój dzisiejszy dzień był naprawdę cudowny. Przez chwilę nawet wydawało mi się, że naprawiłam mój aparat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz