Dzisiaj mija dokładnie 1/3 mojego pobytu. Teraz, mam wrażenie, że
co kilka dni będę świętować „rocznicę” przyjazdu do Italii, np. za dwa tygodnie
stuknie mi już połowa pobytu, a potem to już z górki.
Moje dni są teraz bardzo nudne, według tego samego schematu. Chcę
jak najszybciej dotrwać do weekendu i móc cieszyć się Rzymem najpierw z Ilarią,
a potem ze znajomymi.
Dzisiaj od 8 do 13 byłam w pracy, ale jawnie się nudziłyśmy z
Alessią i Chiarą. Zadzwoniła do mnie Mila, z informacją, że wysyła do nas fax,
aby przekazać pewną wiadomość do innych nauczycieli. Poza tym, nic ciekawego.
Po powrocie moje ukochane tortellini. I lody o smaku tiramisu. Na
kolację melon i winko. La dolce vita więc nadal w pełni.
Wczoraj okazało się, ze trójka moich znajomych przyjeżdża tylko na
dwie noce, więc nie będę musiała iść do kwestury, czyli na policję, aby
zgłaszać ich pobyt.
Po południu dopadło mnie tak wielkie zmęczenie, że urządziłam sobie
godzinną drzemkę oraz obejrzałam włoski film, niestety z polskim dubbingiem.
„La prima cosa bella”. Polecam.
Po południu zmyła się moja współlokatorka, Giulia. Zostawiła mi
kartkę na drzwiach, że wyjeżdża i do zobaczenia we wrześniu. Musze jej jutro
napisać smska jakiegoś fajnego.
Jutro także, w mieszkaniu będzie właścicielka. Rano ma przyjść
przygotowywać pokój, łazienkę i kuchnię na przyjazd tej Turczynki. Moim zdaniem
wszystko jest już uszykowane, ale wiadomo, każdy powód jest dobry, żeby tutaj
przyjść. Dziewczyna ma przyjechać wieczorem, ok. 20.
Ja jutro mam cały dzień w ”rozbieganiu”. Odezwała się dziś do mnie na fb dziewczyna,
która przyjechała na sierpniowy kurs i chce się spotkać. Jutro więc po pracy
się z nią umówiłam. Dziewczyna jest z Polski.
To tyle. I aż tyle. 2 dni i Rzym J Na razie straszna duchota, która nie daje spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz