Rano zastałam biuro w totalnym chaosie. Wszyscy uwijali się
z pakowaniem i przenoszeniem. W efekcie po 40 minutach zostałam odesłana do domu. HipHip
hooreeyyyy Jutro mam się stawić już do nowego pokoju.
Stwierdziłam więc, że jest to doskonała okazja do tego, żeby
udać się wcześniej po numer identyfikacji podatkowej. Mniej więcej wiedziałam,
ze muszę się kierować w nieznaną mi część miasta, w okolicę stacji kolejowej.
Wzięłam więc po raz pierwszy Minimetro, unikalny dla Perugii środek transportu
miejskiego, którym są malutkie wagoniki, bezzałogowe. Bez problemu kupiłam w maszynie bilet, który
ważny jest przez 70 minut od skasowania. Miałam wysiąść na trzecim przystanku, ale
postanowiłam przejechać całą trasę, czyli 7 przystanków czy 8. No bo przecież
mój bilet miał być ważny 70 minut. Kiedy wysiadłam na stacji końcowej i
chciałam wsiąść ponownie w kolejkę, okazało się, że bramka nie chce przyjąć
mojego biletu. Nie chcąc jednak tracić czasu na rozkminianie, dlaczego nie mogę
go ponownie użyć, kupiłam drugi bilet i udałam się w okolice stacji.
Dopiero w domu doczytałam na odwrocie, że ponownie można
wejść na tym samym bilecie dopiero po 20 minutach, a mój przejazd całej linii zajął
chyba nieco mniej. Gdybym trochę poczekała, mogłabym zapewne ponownie wejść na
tym samym bilecie. No cóż nauka kosztuje. Dobrze że tylko 1,50€.
Nie wiedziałam jak dokładnie dotrzeć do urzędu, ale znałam
dokładny adres i przybliżoną lokalizację. Trochę intuicyjnie, ale za pierwszym
razem udało mi się dotrzeć do Agenzia delle Entrate. Pobrałam numerek, ogarnęłam
dobrze w jakiej sprawie jestem w urzędzie i czekałam na swoją kolej. Po ok. 30
minutach udało mi się wejść na spotkanie z urzędnikiem. Bez problemu się z nim
dogadałam. Spytał się tylko mnie w sumie czy mam ze sobą kopię dokumentów,
której nie miałam, ale na szczęście nie było to problemem. Potem podsunął mi
formularz, na którym musiałam uzupełnić jedynie moje imię, nazwisko, datę
urodzenia, kraj pochodzenia i obecny adres. To wszystko. Po chwili dostałam kartę
z numerem il codice fiscale.
Oficjalnie więc jest to już mój czwarty numer podatkowy, po
NIPie w Polsce, BSN w Holandii, SSN w Stanach. Trochę statystyki.
Powrót do domu zafundowałam sobie piechotą. Jako że urząd
znajduje się w części miasta położonej w dolinie, musiałam się nieźle namęczyć,
żeby wdrapać się na wzgórze do centrum. Teoretycznie miałam do pokonania
zaledwie 2 km, ale szlak był pokroju polskich Pienin. Udało mi się też zaliczyć
kolejną z unikalnych dla Perugii rzeczy, czyli ruchome schody, które łączą
niższe i wyższe części miasta.
Popołudnie minęło na oglądaniu tenisa, jedzeniu, i grzebaniu
się we włoskim. Nothing special at all.
Trochę mi ciężko tutaj samej. Mam huśtawkę nastrojów. W
weekend muszę ogarnąć w jaki sposób mogę poznać trochę ludzi tutaj w Perugii,
bo inaczej nie wytrzymam sama ze sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz