czwartek, 4 lipca 2013

Day 7 - 4 lipca

Rano zastałam biuro w totalnym chaosie. Wszyscy uwijali się z pakowaniem i przenoszeniem. W efekcie po  40 minutach zostałam odesłana do domu. HipHip hooreeyyyy Jutro mam się stawić już do nowego pokoju.

Stwierdziłam więc, że jest to doskonała okazja do tego, żeby udać się wcześniej po numer identyfikacji podatkowej. Mniej więcej wiedziałam, ze muszę się kierować w nieznaną mi część miasta, w okolicę stacji kolejowej. Wzięłam więc po raz pierwszy Minimetro, unikalny dla Perugii środek transportu miejskiego, którym są malutkie wagoniki, bezzałogowe.  Bez problemu kupiłam w maszynie bilet, który ważny jest przez 70 minut od skasowania. Miałam wysiąść na trzecim przystanku, ale postanowiłam przejechać całą trasę, czyli 7 przystanków czy 8. No bo przecież mój bilet miał być ważny 70 minut. Kiedy wysiadłam na stacji końcowej i chciałam wsiąść ponownie w kolejkę, okazało się, że bramka nie chce przyjąć mojego biletu. Nie chcąc jednak tracić czasu na rozkminianie, dlaczego nie mogę go ponownie użyć, kupiłam drugi bilet i udałam się w okolice stacji.
Dopiero w domu doczytałam na odwrocie, że ponownie można wejść na tym samym bilecie dopiero po 20 minutach, a mój przejazd całej linii zajął chyba nieco mniej. Gdybym trochę poczekała, mogłabym zapewne ponownie wejść na tym samym bilecie. No cóż nauka kosztuje. Dobrze że tylko 1,50€.


Nie wiedziałam jak dokładnie dotrzeć do urzędu, ale znałam dokładny adres i przybliżoną lokalizację. Trochę intuicyjnie, ale za pierwszym razem udało mi się dotrzeć do Agenzia delle Entrate. Pobrałam numerek, ogarnęłam dobrze w jakiej sprawie jestem w urzędzie i czekałam na swoją kolej. Po ok. 30 minutach udało mi się wejść na spotkanie z urzędnikiem. Bez problemu się z nim dogadałam. Spytał się tylko mnie w sumie czy mam ze sobą kopię dokumentów, której nie miałam, ale na szczęście nie było to problemem. Potem podsunął mi formularz, na którym musiałam uzupełnić jedynie moje imię, nazwisko, datę urodzenia, kraj pochodzenia i obecny adres. To wszystko. Po chwili dostałam kartę z numerem il codice fiscale.
Oficjalnie więc jest to już mój czwarty numer podatkowy, po NIPie w Polsce, BSN w Holandii, SSN w Stanach. Trochę statystyki.

Powrót do domu zafundowałam sobie piechotą. Jako że urząd znajduje się w części miasta położonej w dolinie, musiałam się nieźle namęczyć, żeby wdrapać się na wzgórze do centrum. Teoretycznie miałam do pokonania zaledwie 2 km, ale szlak był pokroju polskich Pienin. Udało mi się też zaliczyć kolejną z unikalnych dla Perugii rzeczy, czyli ruchome schody, które łączą niższe i wyższe części miasta.



Popołudnie minęło na oglądaniu tenisa, jedzeniu, i grzebaniu się we włoskim. Nothing special at all.


Trochę mi ciężko tutaj samej. Mam huśtawkę nastrojów. W weekend muszę ogarnąć w jaki sposób mogę poznać trochę ludzi tutaj w Perugii, bo inaczej nie wytrzymam sama ze sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz