piątek, 26 lipca 2013

Day 28 - 25 lipca

Właśnie wróciłam do domu. Jest prawie 24. Nie nie, wycieczkę do muzeum i fabryki czekolady mam już dawno za sobąJ  Teraz wróciłam z miasta.

Ale po kolei…

Rano spałam prawie do 9. Wkrótce po  tym jak wstałam, przyszła właścicielka. Oczywiście pod pretekstem remontowania czegoś, jak zwykle. Siedziała cały ranek. Zagadała do mnie kiedy przyjeżdżają moi znajomi. Skąd o tym wiedziała? Nie wiem. Zapewne od mojej współlokatorki, z którą kilka dni temu rozmawiałam na temat dodatkowego rozkładanego łóżka.

Okazuje się, że jeśli w moim pokoju będę gościć moich znajomych przez dłużej niż 48 godzin, to muszę iść do „kwestury” z kopią ich dokumentów i zgłosić, że zostają w moim pokoju, gdyż są obcokrajowcami. Super. Moi znajomi chcą zostać trzy dni więc czeka mnie zaliczenie kolejnego urzędu. Po prostu czepialstwo właścicielki, która zapewne dokładnie w tym samym czasie wynajdzie sobie kolejny powód do wpadania do mieszkania pod pretekstem remontu, dokładnie kiedy będą tu moi znajomi. Turczynka, która ma mieszkać ze mną przez miesiąc wprowadza się 31 lipca.

Ok. 12.30 wyszłam z domu. Na kampusie byłam ok. 13. Posiedziałam chwilę z Vanessą, która sama była w tutor desk. Pożartowałyśmy. Porozmawiałyśmy o Polsce, bo Vanessa w lutym jedzie na Erasmusa na Uniwerek Warszawski. Nawet sporo wie o Polsce, zna trochę cyfry, ale ma problemy z wymową naszych cz, sz, ch, rz, ś, ł,ć,ą,ę. W końcu zabrałam się za poszukiwanie mojej grupy.

Zjawili się wszyscy, oprócz jednej dziewczyny. Trochę mnie to wkurzyło, bo nie uprzedziła nikogo. Była zmęczona. Jej sprawa. Uczestnicy kursu mogą opuścić max. 5 godzin, a obecność na zajęciach jest obowiązkowa i sprawdzana. Wycieczka trwała jakieś 3,5 godziny, więc na razie nie myślę, żeby miała z tego powody nieprzyjemności.

Wszystko poszło gładko w autobusie. Kasownik nie był zablokowany i nie zablokował się. Również w fabryce czekolady wszystko przebiegło pomyślnie. Udało mi się dostać darmowe wejście dla Adbula pod pretekstem opieki nad dwójką niepełnosprawnych studentów… i także Eliott i Amy nie musieli płacić za bilety. Jutro muszę tylko wszystko wytłumaczyć w biurze i zdać raport oraz rozliczyć się z biletów i pieniędzy. Podczas zakupu biletów wstępu, okazało się, że Maria skasowała bilet autobusowy o jeden raz za dużo, wliczając w to nauczycielkę, za którą także ja skasowałam bilet, bo takie miałam wytyczne.  Na szczęście miała problem  z jednym z biletów, na którym jest 10 przejazdów, i jeden przejazd musiała dopisać ręcznie. Dzięki temu, w drodze powrotnej przeprawiła jedynie godzinę i w ten sposób udało się nadrobić jeden niepotrzebnie skasowany przejazd.

Wizyta w fabryce była ciekawa. Najfajniejszym punktem była degustacja czekoladek i czekolad. Wzięłam kilka ze sobą opakowanych w sreberko, ale po otwarciu plecaka okazało się, że wszystko jest ubrudzone w czekoladzie, włącznie z moją plakietką. Na szczęście nie dokumenty, pieniądze i bilety.
I tak oto przerwałam najgorsze. Znów pokonałam siebie i dałam sobie radę.

Wieczorem, po powrocie do domu 2 kieliszki winka, ugotowałam resztki tortellini i prysznic. Ok. 20 do mieszkania znowu wpadła właścicielka i wyszła po mniej więcej godzinie. Ja tuż za nią.

Wyszłam, aby spotkać się ze studentami z kursu. Kupiłam wcześniej piwko i grzecznie poszłam na wyznaczone miejsce. Spotkałam tam m.in. Eliotta. Nie pytałam go jak dotarł pod uniwerek, ani jak zamierza wrócić. Widać, ze jest samodzielny i być może nasze cackanie się z nim jest zbyteczne. Na kilku zdjęciach  na FB wrzuconych przez jedną dziewczynę też widziałam, że już przynajmniej raz wyszedł wieczorem z resztą ludzi. Tak więc kamień z serca, bo najwidoczniej nie ma on takich problemów o jakie wszyscy go posądzają.

Podczas spotkania poszliśmy do parku, niedaleko mojego domu gdzie puszczali muzykę reagge. Wszyscy pili. Ja czułam się trochę jak dinozaur, ponieważ wszyscy są już trochę zżyci ze sobą. Nawiązałam jednak rozmowę z jedną z nieznanych mi dotąd dziewczyn, z Adelie, która jest Francuzką. Rozmawiałyśmy chyba z godzinę, wyłącznie po włosku. To było po prostu super. Adelie jest z grupy intermediate, dlatego nasza rozmowa mogła w ogóle zaistnieć.


Kolejny udany dzień. Dziś plus 100 do zajebistości. Poniżej kilka fotek dokumentujących ową zajebistość. OOO, w zasadzie już dzień 29 mnie zastał, bo jest ok. 00.20.







 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz