środa, 3 lipca 2013

Day 6 - 3 lipca

Z przykrością zauważam, że dni lecą mi coraz szybciej. Zwłaszcza popołudnia. Niedługo stuknie mi tydzień w Perugii. Dzielą mnie od tego jeszcze dwa dni robocze.

Dzisiaj w pracy nudy. Nie miałam nic do roboty poza 5 minutami w Excelu, pakowaniem segregatorów do kartonów, przenoszeniem kilku rzeczy do magazynu. Jutro oficjalnie mój dział, w którym pracuje przenosi się na wyższe piętro, więc podejrzewam, że dzień będzie dość chaotyczny.

Jutro po południu planuję wyprawę do urzędu po numer podatkowy, ze względu na to iż dzisiaj był on zamknięty po południu, a jutro jest szansa coś załatwić między 15 a 17. Oby się udało.

Dzisiaj po pracy jak poparzona wpadłam do domu po kilka rzeczy i popędziłam do centrum na obiad. Już myślałam, że znowu pocałuję klamkę w Pizza Mediterranea, ale o 14.30 udało mi się wejść i złożyć jeszcze zamówienie. Pizzę otrzymałam dosłownie w 5 minut. Ale co to była za pizza. Mniam. Z szynką (il prosciutto crudo), grzybami, serem pecorino i świeżą bazylią. Do tego ćwierć litra czerwonego wina i bomba. Pizza była olbrzymia. Zjadłam ją ok. 15, a teraz już dochodzi 21 i nadal czuję się pełniutka. Była to moja pierwsza pizza we Włoszech! Trochę dziwnie było mi samej siedzieć w pustej restauracji, jedynie z obsługą i pałaszować posiłek, ale cóż. W drodze powrotnej wstąpiłam do katedry San Lorenzo, na której to słynnych schodach uwielbiam przesiadywać.

W pracy jedna dziewczyna zaprosiła mnie na kawę i chwilę porozmawiałyśmy. Z nią jakoś rozmowa mi szła i wszystko rozumiałam. Valentina powiedziała mi, że też była kiedyś dawno temu na wymianie w Stanach, więc mam już 100% pewności, że to z nią musiałam korespondować wcześniej i że ona na bank zna angielski. Podejrzewam o to też innych, czyli  3 pozostałe osoby w biurze, których nie ogarniam jak do mnie mówią. Może w tym szaleństwie jest metoda? Powoli czuję, że idzie ku dobremu, ale muszę się zdecydowanie więcej uczyć.

Dzisiaj moja współlokatorka ma urodziny. Zaprosiła mnie na tort i wspólną pizzę, ale powiedziałam w pierwszym odruchu, ze jestem mega najedzona i nie skorzystam.  Muszę jednak jutro kupić jej chociaż kartkę i napisać życzenia oraz podziękować za zaproszenie.

Kolejne popołudnie „zmarnowane” przez oglądanie tenisa. JA MUSZĘ SIĘ SKUPIĆ NA NAUCE WŁOSKIEGO!!! Jeszcze co najmniej 2 mecze do obejrzenia, max. 4 przy założeniu, że będę w tym czasie w domu.


Odpuszczę chyba jednak koncert Diany Krall i Jan Garbarek Group, ponieważ pojawiają się oni dość późno na scenie, która na dodatek jest zlokalizowana daleko ode mnie. Przejdę się zapewne na darmowe koncert do centrum. Zaległe zdjęcia chyba pojawią się nie wcześniej niż w trakcie weekendu. Mi scusi. Sono occupata. Forse solo stanchissima. Non so.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz