piątek, 12 lipca 2013

Day 15 - 12 lipca

Kolejny dzień w pracy, który upłynął mi na totalnej nudzie. Po prostu nic a nic się nie działo. Skserowanie kilku stron, zaniesienie dokumentów, coś tam do wklepania. Dramat. O 13.30 na szczęście było po wszystkim.

Mama mi mówi, żebym się cieszyła, że nie mam nic do roboty, bo jeszcze się w życiu napracuję. Ja jednak mam nieco inne podejście do tej kwestii. Czas przesiedziany, to czas nieodwrotnie stracony.

Po południu tylko gotowanie pasty. Tym razem z mozarellą, pesto i pastą z suszonych pomidorów. Oczywiście w zestawie z winem. Potem na deser paluszki grissini maczane w Nutelli. Mniammmm

Poza tym robiłam ćwiczenia z włoskiego i trochę zasięgnęłam słońca na balkonie, żeby przygotować się na jutrzejszy mam nadzieję smażing.

Jedna z moich współlokatorek pożegnała się właśnie ze mną, Marilena. Wraca już do domu na wakacje. Zobaczymy się dopiero we wrześniu. Smutno trochę. Zrobi się pusto. Zostaniemy tylko ja i Giulia, a ona i tak pewnie niedługo się zwinie. Roberty nie poznałam do tej pory. Nie mam pojęcia co się z nią dzieje, czy tu jeszcze mieszka czy nie, czy wraca czy nie.

Mój brat, który od kilkunastu lat mieszka w USA i miał się w październiku przeprowadzać do Europy najprawdopodobniej przedłuży pobyt w Ameryce. Kolejny powód do smutku. Miał przylecieć na początku października do Rzymu i razem mieliśmy wrócić do domu 4 października. Teraz wiem, że jest to raczej nierealne.


2 tygodnie praktyk już za mną. 11 to go.

Jutro Passigniano. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz