środa, 24 lipca 2013

Day 27 - 24 lipca

Ciężka pobudka rano. Ogarnięcie się i w drogę.
Ok. 8.30 byłam w biurze Erasmusa, w moim byłym biurze heheh, żeby odebrać bilety i pieniądze na jutrzejszy wyjazd. Mila powiedziała mi, że jeśli chcę, nie muszę dziś zostawać w tutor desk po południu i żebym już opiekę nad Eliottem przekazała zupełnie Adbelowi.

Rano jednak towarzyszyłam mu zgodnie z wczorajsza umową z Abdelem podczas porannych lekcji i ok. 12 miałam zamiar udać się z nim na stołówkę. Kumple wyciągnęli go do centrum, więc plan uległ zmianie, ale okazało się, że centrum jest w zasięgu Eliotta. Jest w stanie pokonać trochę schodów, a potem jest możliwość wzięcia windy i jest się już w centrum.

Próbowaliśmy kupić mu sim card, ale okazało się, że jego telefon ma simlock więc nic z tego. Musi zadzwonić do swojego operatora w UK i dostać kod, aby zdjąć simlock. Potem można myśleć o zakupie włoskiego sima. Ale to już jest do ogarnięcia najwcześniej jutro.

Szybkie zakupy w supermarkecie, gdzie „dzieciaki” kupiły sobie coś na lunch i potem ok. 1,5 godzinny chill na trawce w parku. W międzyczasie schodzili się też inni, którzy wybrali się w przerwie do centrum. I tak oto razem nawet trochę się pouczyli i poodrabiali zadania domowe na popołudniowe zajęcia. Fotka dokumentuje fakt uczenia się. Wielokrotnie występowałam dziś w roli osoby tłumaczącej zawiłości gramatyki włoskiej. Hahahah

Potem powrót na kampus i od 15 zmienił mnie Abdel, którem przekazałam pałeczkę i powiedziałam, że ja już Eliottem nie będę się tak zajmować, bo mam na głowie całą grupę i do tego pracę w tutor desk.  Załatwiłam mu rano w biurze darmowy przejazd i wejście do Muzeum Czekolady jutro, bo pierwotnie nie był brany pod uwagę, ale powiedziałam Mili, że dobrze żeby był, bo oprócz Eliotta również Amy wymaga nieco więcej uwagi, bo się łatwo rozprasza kiedy jesteśmy na lekcji poza klasą.

Od 15 do 16.30 popracowałam jednak w tutor desk z Marią. Nie było za wiele do zrobienia, ale potem sobie poszłam. Mila mi pozwoliła, Maria nie miała nic przeciwko pozostaniu samej do 18. Ja potrzebuję odpocząć. Podczas, gdy inne dziewczyny mają po max 3-5 godzin pracy dziennie, ja przez ostatnie dwa natrzepałam 19,5. Moja grupa jest też najbardziej wymagająca, ze względu na Eliotta i Amy.

Jedna dziewczyna ode mnie z grupy przeszła do grupy o nieco wyższym poziomie, tak więc zostało mi obecnie 14 owieczek.

Jutro jednak wycieczka zaczyna się o 14. Jedziemy autobusem miejskim więc muszę skasować za wszystkich bilety, a jak kasownik się zablokuje lub coś, to muszę ręcznie pisać na bilecie datę i godzinę dla każdej osoby – jak gdyby ręcznie go skasować. Mam 3 bilety po 10 przejazdów i podejrzewam, że jak będę w niemal tym samym momencie go kasować wielokrotnie, to może się zdarzyć blokada. Oprócz mojej grupy, jedzie też w tym samym czasie druga grupa, więc w sumie ok. 35 osób. Trochę potrwa skasowanie biletu za wszystkich. Lub „wypisanie” ręcznie co gorsza. Mam nadzieję, że nie będzie kontroli. W sumie mamy do pokonania ok. 6 przystanków w czasie ok. 25 minut.

Potem tylko kupić bilety wstępu, przeliczyć i zachować, godzinne zwiedzanie i degustacja czekoladek,  i droga powrotna autobusem miejskim.

Mam nadzieję, że od teraz będę potrzebna Eliottowi tylko w sytuacjach ekstremalnych i jako tłumacz. Skoro Adbel zgłosił się na odbycie stażu/kolaboracji czy czegokolwiek co jest mu potrzebne, to weźmie na siebie prawie zupełną odpowiedzialność za stróżowanie. Z moich obserwacji wynika jednak, ze Eliott nie potrzebuje żadnej  podczas lekcji, jedynie w porze obiadu i na koniec zajęć, aby zadzwonić po kierowcę, żeby po niego przyjechał. No i oczywiście kwestia zakupów, bankomatu i ogarnięcia teraz simcard. Professoressa, która też się nim nieco opiekuje z ramienia uniwersytetu powiedziała, że jeśli Eliott chce wieczorem jechać do miasta to może się umówić z kierowcą, bo niby są dwie umowy podpisane jak dobrze zrozumiałam. Jedna między uniwerkiem a organizacją wolontariuszy na przywóz/odwóz Eliotta do szkoły, ale również między Eliottem a tą organizacją na wyjazd na zakupy/opuszczenie domu na własne potrzeby. Nie wiem jak to de facto działa. To nie moja broszka. Tak sobie powtarzam, ale sytuacja tego chłopaka leży mi na sercu i chyba nic się nie zmieni do 9 sierpnia.


Jutro więc szansa na wyspanie się!!! A piątek nie zapowiada się źle – razem z resztą dziewczyn siedzimy w tutor desk od 8 do 13. Potem, błogi weekend. Ale jeszcze nie wybiegajmy w przyszłość tak daleko. Na razie dobijają mnie problemy z zatokami. Chroniczny ból głowy powrócił i jest nie do zniesienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz