Ciężka pobudka rano. Ogarnięcie
się i w drogę.
Ok. 8.30 byłam w biurze Erasmusa,
w moim byłym biurze heheh, żeby odebrać bilety i pieniądze na jutrzejszy
wyjazd. Mila powiedziała mi, że jeśli chcę, nie muszę dziś zostawać w tutor desk
po południu i żebym już opiekę nad Eliottem przekazała zupełnie Adbelowi.
Rano jednak towarzyszyłam mu
zgodnie z wczorajsza umową z Abdelem podczas porannych lekcji i ok. 12 miałam
zamiar udać się z nim na stołówkę. Kumple wyciągnęli go do centrum, więc plan
uległ zmianie, ale okazało się, że centrum jest w zasięgu Eliotta. Jest w
stanie pokonać trochę schodów, a potem jest możliwość wzięcia windy i jest się
już w centrum.
Próbowaliśmy kupić mu sim card,
ale okazało się, że jego telefon ma simlock więc nic z tego. Musi zadzwonić do
swojego operatora w UK i dostać kod, aby zdjąć simlock. Potem można myśleć o
zakupie włoskiego sima. Ale to już jest do ogarnięcia najwcześniej jutro.
Szybkie zakupy w supermarkecie,
gdzie „dzieciaki” kupiły sobie coś na lunch i potem ok. 1,5 godzinny chill na
trawce w parku. W międzyczasie schodzili się też inni, którzy wybrali się w
przerwie do centrum. I tak oto razem nawet trochę się pouczyli i poodrabiali
zadania domowe na popołudniowe zajęcia. Fotka dokumentuje fakt uczenia się.
Wielokrotnie występowałam dziś w roli osoby tłumaczącej zawiłości gramatyki
włoskiej. Hahahah
Potem powrót na kampus i od 15
zmienił mnie Abdel, którem przekazałam pałeczkę i powiedziałam, że ja już
Eliottem nie będę się tak zajmować, bo mam na głowie całą grupę i do tego pracę
w tutor desk. Załatwiłam mu rano w
biurze darmowy przejazd i wejście do Muzeum Czekolady jutro, bo pierwotnie nie
był brany pod uwagę, ale powiedziałam Mili, że dobrze żeby był, bo oprócz
Eliotta również Amy wymaga nieco więcej uwagi, bo się łatwo rozprasza kiedy
jesteśmy na lekcji poza klasą.
Od 15 do 16.30 popracowałam
jednak w tutor desk z Marią. Nie było za wiele do zrobienia, ale potem sobie
poszłam. Mila mi pozwoliła, Maria nie miała nic przeciwko pozostaniu samej do
18. Ja potrzebuję odpocząć. Podczas, gdy inne dziewczyny mają po max 3-5 godzin
pracy dziennie, ja przez ostatnie dwa natrzepałam 19,5. Moja grupa jest też
najbardziej wymagająca, ze względu na Eliotta i Amy.
Jedna dziewczyna ode mnie z grupy przeszła do grupy o nieco wyższym poziomie, tak więc zostało mi obecnie 14 owieczek.
Jutro jednak wycieczka zaczyna
się o 14. Jedziemy autobusem miejskim więc muszę skasować za wszystkich bilety,
a jak kasownik się zablokuje lub coś, to muszę ręcznie pisać na bilecie datę i
godzinę dla każdej osoby – jak gdyby ręcznie go skasować. Mam 3 bilety po 10
przejazdów i podejrzewam, że jak będę w niemal tym samym momencie go kasować
wielokrotnie, to może się zdarzyć blokada. Oprócz mojej grupy, jedzie też w tym
samym czasie druga grupa, więc w sumie ok. 35 osób. Trochę potrwa skasowanie
biletu za wszystkich. Lub „wypisanie” ręcznie co gorsza. Mam nadzieję, że nie
będzie kontroli. W sumie mamy do pokonania ok. 6 przystanków w czasie ok. 25
minut.
Potem tylko kupić bilety wstępu,
przeliczyć i zachować, godzinne zwiedzanie i degustacja czekoladek, i droga powrotna autobusem miejskim.
Mam nadzieję, że od teraz będę
potrzebna Eliottowi tylko w sytuacjach ekstremalnych i jako tłumacz. Skoro
Adbel zgłosił się na odbycie stażu/kolaboracji czy czegokolwiek co jest mu
potrzebne, to weźmie na siebie prawie zupełną odpowiedzialność za stróżowanie.
Z moich obserwacji wynika jednak, ze Eliott nie potrzebuje żadnej podczas lekcji, jedynie w porze obiadu i na
koniec zajęć, aby zadzwonić po kierowcę, żeby po niego przyjechał. No i
oczywiście kwestia zakupów, bankomatu i ogarnięcia teraz simcard.
Professoressa, która też się nim nieco opiekuje z ramienia uniwersytetu
powiedziała, że jeśli Eliott chce wieczorem jechać do miasta to może się umówić
z kierowcą, bo niby są dwie umowy podpisane jak dobrze zrozumiałam. Jedna
między uniwerkiem a organizacją wolontariuszy na przywóz/odwóz Eliotta do
szkoły, ale również między Eliottem a tą organizacją na wyjazd na
zakupy/opuszczenie domu na własne potrzeby. Nie wiem jak to de facto działa. To
nie moja broszka. Tak sobie powtarzam, ale sytuacja tego chłopaka leży mi na
sercu i chyba nic się nie zmieni do 9 sierpnia.
Jutro więc szansa na wyspanie
się!!! A piątek nie zapowiada się źle – razem z resztą dziewczyn siedzimy w
tutor desk od 8 do 13. Potem, błogi
weekend. Ale jeszcze nie wybiegajmy w przyszłość tak daleko. Na razie
dobijają mnie problemy z zatokami. Chroniczny ból głowy powrócił i jest nie do
zniesienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz