wtorek, 23 lipca 2013

Day 26 - 23 lipca

Nie do wiary. Pracowałam dzisiaj non stop od 8 rano do mniej więcej 20 kiedy wróciłam do domu.

Najpierw bolesna pobudka o szóstej rano. Długi spacer na kampus i od 8 zaczęłam zajęcia z Eliottem. Na początek była lekcja z kultury włoskiej, na której dowiedziałam się m.in. iż Włochy składają się z 20 regionów i że L’Italia e’ uno stivalo che gioca a calcio con la Sicilia, czyli że Włochy są butem, który gra w piłkę Sycylią. Barwność zajęć dopełniał fakt, że professoressa mówi trochę po polsku więc czasem wtrącała tłumaczenie słów na polski, bo w „mojej” grupie, której tutoruję obecnie jest jeden chłopak z Polski.

Polacy są wszędzie. Na kursie, w mieście, w klasztorze w którym mieszka Eliott, pracują w księgarni. Niesamowite. Spotkałam też kilka osób, które znają kilka słów po polsku.

Generalnie bardzo lubię moją grupę. Jest 15-osobowa. Wszyscy się w miarę integrują. Eliott nie ma z tym najmniejszego problemu. Ale jest też dziewczyna z Francji, która ma nieco problemy z wymową i jest troszeczkę zagubiona, ale ogarnia. Dzisiaj podczas wycieczki po mieście notorycznie mi się gubiła i zostawała w tyle cykać fotki. Inną outsiderką jest pewna Hiszpanka, która słabiutko mówi po angielsku i nie zna włoskiego, więc mówi tylko po hiszpańsku, a wszyscy w grupie na razie rozmawiają po angielsku i poznają się.

Dołączyłam do grupy na FB, na której są wszyscy studencki, całe 46 osób. Nie jest to grupa w żaden oficjalny sposób powiązana z uniwersytetem, ale będę pisać posty, już zaczęłam, jako komentarze do wypowiedzi i tylko po włosku zachęcając tym sposobem innych do wypowiadania się po włosku lub przynajmniej używania translatora do zrozumienia tekstu.

W między czasie pojawił się inny tutor, który ma się opiekować stricte Eliottem. Więc siedzieliśmy z nim na lekcjach, a potem zabraliśmy go do stołówki. Na obiad tam udali się też inni studenci więc Eliottowi było wesoło. Abdul, choć nie do końca tak się nazywa ten inny tutor, jest Marokańczykiem z pochodzenia, a w Perugii mieszka od 5 lat bo tutaj studiuje. Mówi super po włosku, ale słabo po angielsku. Ma do wypracowania nieco ponad 100 godzin, pewnie też jako obowiązkowe praktyki lub coś. Ma on kartę na stołówkę, dzięki której nie musi płacić za obiady, a że jest Ramadan, on nie je, ale na jego kartę wziął dla mnie obiadJ Tak więc dzisiaj il pranzo gratuito. Pasta, jogurt, pizza, bułka i owoc.

Ok 14 Abdul sobie poszedł, a ja czekałam z Amy i Eliottem na professoresse, żeby zabrała nas do budynku głównego. Zorganizowała nam podwózkę, ale musieliśmy czekać do 15. O 15.30 zebrali się wszyscy moi podopieczni, Abdul i młoda nauczycielka, która w ostatniej chwili poproszona została o zastępstwo za chorą nauczycielkę. Zrobiliśmy prawie 3 godzinny spacer po mieście. Eliott dał radę. Ja ogarnęłam w miarę moją grupę. Potem kupiliśmy z Eliottem wymagany na zajęcia podręcznik i zrobiliśmy zakupy. Zadzwoniliśmy po wolontariusza, który odwiózł nas do klasztoru, w którym mieszka Eliott i pomogliśmy mu rozpakować zakupy. Potem Pasquale podwiózł nas nieco do miasta.

I na tym skończył się dzień. Ledwo doczołgałam się do domu. Było ok. 20. Teraz już 22.30. Kolejny dzień za mną. Bardzo pracowity, ciężki, ale z satysfakcją stwierdzam, że dzisiaj zrobiłam dobrą robotę.  A wycieczka do fabryki czekolady nie jest jutro, tylko pojutrze. Uff Mam jeden dzień na odsapnięcie. Jutro dzielimy się opieką nad Eliottem. Ja jestem z nim na lekcjach od 9.00 do 12. Potem pewnie stołówka. Man nadzieję, ze inni studenci też zostaną na kampusie i będzie miał on towarzystwo, aż do 15 kiedy zaczynają się kolejne zajęcia i zmienia mnie Adbul. Ja planuję iść na mój pierwotnie zaplanowany dyżur od 15 do 18 przy tutor desk, gdzie nie ma w sumie nic do roboty. Najpóźniej o 18 chcę być już wolna.

Mam nadzieję, że jeśli na koniec kursu studenci i nauczyciele będą musieli wypełnić ankietę oceniającą tutorów, to że dostanę pozytywne noty i udowodnię sobie oraz ludziom z biura, że wykonałam kawał dobrej roboty.

Już ponad 25% pobytu za mną. Szok. Machina czasu przyspiesza.


Kilka zdjęć z wycieczki po mieście.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz