Niedziela. Jestem tak
padnięta po sobocie, że szkoda gadać. Moje pośladki będą po tych trzech
miesiącach twarde jak stal. Dzisiaj po prostu wykonanie jakiegokolwiek kroku
sprawia mi nie lada ból mięśni pupy, i to tych głęboko zlokalizowanych. Tak
więc satysfakcja z udanej wycieczki jest podwójna.
Dziś już nieco lepiej
moje oparzenie słoneczne, bo chyba pod taką kategorię już podpadam. Oczywiście
chodzenie w bluzce bez ramiączek i eksponowanie moich ramion na słońcu jest
bolesne, ale jakoś mam nadzieję, ze obejdzie się bez obdzieranie się ze skóry.
Twarz też już dziś nieco lepiej.
Dzień zaczął się od
przymusowej pobudki o 8.30. Przymusowej, bo budzik na telefonie ustawiony był
na 9.45. Oczywiście obudziły mnie dzwony pobliskiego kościoła. Tutaj, w Perugii
dzwony dzwonią często i jak najęte, szczególnie w niedzielę, bo zapewne o 8.30
jest msza.
Ekstra czas jakim
dysponowałam z rana zagospodarowałam więc na śniadanko i kawkę. Potem wyjście
do kościoła na 10.30, a w drodze powrotnej wstąpiłam do jednego z dwóch
supermarketów jakie mam pod domem. Ten w okresie wakacyjnym jest otwarty
również w niedzielę i powiem szczerze, że ruch tam był dziś niezły. Czasem
jestem tam na tygodniu, to ani żywej duszy, a dziś, kolejka na pół sklepu przy
kasie.
Po powrocie do domu wzięłam
się za wypełnianie aplikacji do ONZ. Powodzenie misji zdobycia tam pracy
oceniam jako mniejsze lub zero lub co najwyżej równe tyle, ile wynosi błąd
statystyczny, ale cóż, aplikację wyślę. Tylko od tego wysłania dzieli mnie co najmniej
kilka godzin potrzebnych do jej wypełnienia. Na stronie podany jest sugerowany
czas – 2 godziny. Tyle czasu może zajmie mi wypełnianie rubryki EDUKACJA, nie
wspominając o doświadczeniu zawodowym i innych detalach. A tych detali chcą
mnóstwo.
Tak więc pracą domową
na ten tydzień jest powolne uzupełnianie aplikacji. Deadline (la scadenza) to co prawda dopiero 2 sierpnia,
ale dobrze, ze wzięłam się za to wcześniej.
Poza tym zrobiłam sobie
kolejny pyszny obiad. Oczywiście makaroniasty. Kupiłam dziś dwa opakowanie
Tortelli z grzybami, gdyż drugie było gratis. I tak oto mam 4 obiady za 1,89€ J
Poza tym mam w domu za dużo rzeczy obiadowych, muszę w tym tygodniu ograniczyć
robienie zakupów i skupić się na konsumpcji tego co mam.
Na obiad więc
wymieszałam trochę owych tortelli z grzybami z tortellini z prosciutto crudo,
czyli surową szynką. Owo nadzienie „szynkowe” było konsystencji różowej mąki o
smaku szynki. Myślałam, że będą tam małe kawałeczki wędliny, a tu zbite gluty
mączne. No cóż, nie ma się co dziwić jakości dość tanich dań gotowych. I tak
mimo wszystko są smaczne, bo są przede wszystkim dla mnie inne i nieznane do
tej pory. Ugotowaną porcję wymieszałam z pesto i potrzymałam chwilę na patelni.
Na koniec posypka z mieszanki startych serów włoskich. I Buon appetito! Oczywiście plus
winko.
Dla rozróżnienia:
TORTELLI
TORTELLINI
Poza tym obejrzałam sobie
po raz kolejny film „He’s just not that into you” i trochę coś niby grzebnęłam
włoski. Potem Skype z rodziną i wymiana wiadomości z koleżanką z Rzymu –
Włoszką, z którą mieszkałyśmy w tym samym akademiku podczas naszego Erasmusa w
Holandii. Mam więc wstępnie potwierdzony nocleg w Romie 2 sierpnia J
Teraz prysznic i znowu
perspektywa poniedziałku. Dobrze, że jestem już mocno zmęczona, to nawet nie
mam siły o tym myśleć. Ah, dzisiaj jeszcze ogarnęłam swój pokój – zamiatanie, odkurzanie,
składanie ciuchów, biurko. Można bałaganić więc przez cały przyszły tydzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz