niedziela, 14 lipca 2013

Day 17 - 14 lipca

Niedziela. Jestem tak padnięta po sobocie, że szkoda gadać. Moje pośladki będą po tych trzech miesiącach twarde jak stal. Dzisiaj po prostu wykonanie jakiegokolwiek kroku sprawia mi nie lada ból mięśni pupy, i to tych głęboko zlokalizowanych. Tak więc satysfakcja z udanej wycieczki jest podwójna.
Dziś już nieco lepiej moje oparzenie słoneczne, bo chyba pod taką kategorię już podpadam. Oczywiście chodzenie w bluzce bez ramiączek i eksponowanie moich ramion na słońcu jest bolesne, ale jakoś mam nadzieję, ze obejdzie się bez obdzieranie się ze skóry. Twarz też już dziś nieco lepiej.

Dzień zaczął się od przymusowej pobudki o 8.30. Przymusowej, bo budzik na telefonie ustawiony był na 9.45. Oczywiście obudziły mnie dzwony pobliskiego kościoła. Tutaj, w Perugii dzwony dzwonią często i jak najęte, szczególnie w niedzielę, bo zapewne o 8.30 jest msza.

Ekstra czas jakim dysponowałam z rana zagospodarowałam więc na śniadanko i kawkę. Potem wyjście do kościoła na 10.30, a w drodze powrotnej wstąpiłam do jednego z dwóch supermarketów jakie mam pod domem. Ten w okresie wakacyjnym jest otwarty również w niedzielę i powiem szczerze, że ruch tam był dziś niezły. Czasem jestem tam na tygodniu, to ani żywej duszy, a dziś, kolejka na pół sklepu przy kasie.

Po powrocie do domu wzięłam się za wypełnianie aplikacji do ONZ. Powodzenie misji zdobycia tam pracy oceniam jako mniejsze lub zero lub co najwyżej równe tyle, ile wynosi błąd statystyczny, ale cóż, aplikację wyślę. Tylko od tego wysłania dzieli mnie co najmniej kilka godzin potrzebnych do jej wypełnienia. Na stronie podany jest sugerowany czas – 2 godziny. Tyle czasu może zajmie mi wypełnianie rubryki EDUKACJA, nie wspominając o doświadczeniu zawodowym i innych detalach. A tych detali chcą mnóstwo.

Tak więc pracą domową na ten tydzień jest powolne uzupełnianie aplikacji. Deadline (la scadenza)  to co prawda dopiero 2 sierpnia, ale dobrze, ze wzięłam się za to wcześniej.

Poza tym zrobiłam sobie kolejny pyszny obiad. Oczywiście makaroniasty. Kupiłam dziś dwa opakowanie Tortelli z grzybami, gdyż drugie było gratis. I tak oto mam 4 obiady za 1,89€ J Poza tym mam w domu za dużo rzeczy obiadowych, muszę w tym tygodniu ograniczyć robienie zakupów i skupić się na konsumpcji tego co mam.
Na obiad więc wymieszałam trochę owych tortelli z grzybami z tortellini z prosciutto crudo, czyli surową szynką. Owo nadzienie „szynkowe” było konsystencji różowej mąki o smaku szynki. Myślałam, że będą tam małe kawałeczki wędliny, a tu zbite gluty mączne. No cóż, nie ma się co dziwić jakości dość tanich dań gotowych. I tak mimo wszystko są smaczne, bo są przede wszystkim dla mnie inne i nieznane do tej pory. Ugotowaną porcję wymieszałam z pesto i potrzymałam chwilę na patelni. Na koniec posypka z mieszanki startych serów włoskich. I Buon appetito! Oczywiście plus winko.


Dla rozróżnienia:
TORTELLI


TORTELLINI

Poza tym obejrzałam sobie po raz kolejny film „He’s just not that into you” i trochę coś niby grzebnęłam włoski. Potem Skype z rodziną i wymiana wiadomości z koleżanką z Rzymu – Włoszką, z którą mieszkałyśmy w tym samym akademiku podczas naszego Erasmusa w Holandii. Mam więc wstępnie potwierdzony nocleg w Romie 2 sierpnia  J


Teraz prysznic i znowu perspektywa poniedziałku. Dobrze, że jestem już mocno zmęczona, to nawet nie mam siły o tym myśleć. Ah, dzisiaj jeszcze ogarnęłam swój pokój – zamiatanie, odkurzanie, składanie ciuchów, biurko. Można bałaganić więc przez cały przyszły tydzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz