Jakże piękne jest moje
życie kiedy mama pracę, w której mam coś do zrobienia. Nawet dłubanie w Excelu
jest wtedy super. Do tego dziś więc sprowadzała się moja praca. Mam nadzieję,
że dobrze wykonałam zadanie. Jutro mam mniej więcej to samo do roboty, tylko na
innym pliku. Najważniejsze, ze czas jakoś leci. Źle mi z tym jednak, że nikt do
mnie nie zagada podczas pracy, nie zapyta się jak się ogarnęłam w nowym
kraju/miejscu itp. Trudno.
Od 2-3 dni źle śpię. W
efekcie rano wstaję bardziej zmęczona, niż wtedy kiedy kładę się spać.
Jutro już środa. W
planach w końcu opuszczenie domu po południu, dalej niż tylko do sklepu. Jeśli nie
każą mi tylko zostać po południ, tzn. jeśli po południu Paolo sam nie zostaje w
biurze, bo ewidentnie wtedy prosi mnie, żebym wróciła po obiedzie do biuraJ
Dzisiaj nie miałam
szansy wykazać się kulinarnie. Kończyłam zupę z wczoraj.
Chodzi za mną pizza,
ale na razie mam jeszcze za dużo jedzenia w lodówce, w postaci tortelli i
tortellini.
I tak powoli dzień
staje się podobny do dnia. Dziś też trochę ogarniałam włoski i męczyłam się niemiłosiernie
z tą aplikacją do ONZ. Myślę, że tak jeszcze ok . 7-8 dni po 2-3 godziny
dziennie zajmie mi jej wypełnienie, włącznie z napisaniem listu motywacyjnego.
Szukam w necie usilnie
składanek z muzyką włoską. Znalazłam m.in.
Nauczyłam się przy tym
nowego słowa, il
testo – czyli słowa, tekst lub jak kto woli z angielskiego lyrics.
Powtarzanie słownictwa
i wiadomości po włosku i dzień zakończony. Jutro okrągłą rocznica, 20 dni odkąd
jestem w Italii. Muszę kupić winko J
Żeby nie było tak
pięknie, schodzi mi skóra z twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz