wtorek, 16 lipca 2013

Day 19 - 16 lipca

Jakże piękne jest moje życie kiedy mama pracę, w której mam coś do zrobienia. Nawet dłubanie w Excelu jest wtedy super. Do tego dziś więc sprowadzała się moja praca. Mam nadzieję, że dobrze wykonałam zadanie. Jutro mam mniej więcej to samo do roboty, tylko na innym pliku. Najważniejsze, ze czas jakoś leci. Źle mi z tym jednak, że nikt do mnie nie zagada podczas pracy, nie zapyta się jak się ogarnęłam w nowym kraju/miejscu itp. Trudno.

Od 2-3 dni źle śpię. W efekcie rano wstaję bardziej zmęczona, niż wtedy kiedy kładę się spać.

Jutro już środa. W planach w końcu opuszczenie domu po południu, dalej niż tylko do sklepu. Jeśli nie każą mi tylko zostać po południ, tzn. jeśli po południu Paolo sam nie zostaje w biurze, bo ewidentnie wtedy prosi mnie, żebym wróciła po obiedzie do biuraJ

Dzisiaj nie miałam szansy wykazać się kulinarnie. Kończyłam zupę z wczoraj.

Chodzi za mną pizza, ale na razie mam jeszcze za dużo jedzenia w lodówce, w postaci tortelli i tortellini.

I tak powoli dzień staje się podobny do dnia. Dziś też trochę ogarniałam włoski i męczyłam się niemiłosiernie z tą aplikacją do ONZ. Myślę, że tak jeszcze ok . 7-8 dni po 2-3 godziny dziennie zajmie mi jej wypełnienie, włącznie z napisaniem listu motywacyjnego.

Szukam w necie usilnie składanek z muzyką włoską. Znalazłam m.in.

Nauczyłam się przy tym nowego słowa, il testo – czyli słowa, tekst lub jak kto woli z angielskiego lyrics.

Powtarzanie słownictwa i wiadomości po włosku i dzień zakończony. Jutro okrągłą rocznica, 20 dni odkąd jestem w Italii. Muszę kupić winko J


Żeby nie było tak pięknie, schodzi mi skóra z twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz