środa, 17 lipca 2013

Day 20 - 17 lipca

O rany, co to był za dzień.

Nie czuję się dobrze i taki stan utrzymuje się już od kilku dni. Także dzisiaj źle spałam, a w pracy doskwierał mi ból głowy. Dobrze, że miałam ze sobą Apap.

Zaczynając od początku. W pracy Mila zapytała się mnie, czy mam kartę na stołówkę studencką i gdzie generalnie jadam obiady. Odpowiedziałam więc, że karty nie mam, a że mieszkam niedaleko obiady jadam albo w domu, albo po prostu na mieście. Dostałam więc propozycję wyrobienia sobie takiej karty. Mogłam się udać w tym celu w trakcie pracy do biura. Problem w tym, że biuro w którym wyrabia się ową kartę jest zlokalizowane w innym miejscu niż sama stołówka. Najpierw więc pół godziny szukałam w ukropie stołówki, a jak ją znalazłam okazało się, że nie mogę sobie wyrobić karty i muszę iść w inne miejsce. Straciłam godzinę. Licząc pod kątem czasu pracy, zleciała mi jedna godzina J
Kartę wyrobiłam, kosztowała 2€. Teraz mam dostęp do stołówki, gdzie jak się dziś przekonałam pokaźny obiad kosztuje 4,5€

Tak więc dziś po pracy, czując się generalnie słabo fizycznie poszłam zrobić użytek z mojej karty. Zjadłam sobie jakieś tortelli ze szpinakiem, jogurt, chlebek, dwa kawałki mięska wieprzowego w sosie i do tego zapiekany faszerowany pomidor. Nie brałam już żadnego owoca. Obiad na wypasie.

Potem ledwo dotoczyłam się do domu. Było mi strasznie słabo. I tak słabowałam całe popołudnie. Teraz z powrotem odczuwam ból głowy. Czekam już do weekendu, żeby odżyć może trochę.

Dziś Paolo zapytał się czy jutro będę po południu. Bo on oczywiście po obiedzie jest sam w biurze. Krew się we mnie gotowała, ale się zgodziłam.

Dzisiaj odpuściłam film na uniwersytecie ze względu na samopoczucie, jutro postaram się użyć tego argumentu jako wymówki, żeby koło 16.30 najpóźniej zmyć się z biura.

Rozmawiałam dziś ze znajomą. Moi przyjaciele przyjeżdżają już za 2-3 tygodnie do Włoszech i chyba poproszę o 4 dni wolnego, aby móc z nimi trochę podróżować,  a trochę żeby też może samej się gdzieś wyrwać potem.

Na dokładkę, cale popołudnie dziś w mieszkaniu była właścicielka. Wyszła 10 minut temu, a dochodzi już 22. Razem z jakąś znajomą malowały pokój Giulii. Jutro pewnie też wrócą. Wyszłam więc tylko na chwilkę z pokoju, aby zabrać pranie z łazienki i wyjść do sklepu po wino i chusteczki higieniczne. Nie, nie opłakuję że już minęło 20 dni odkąd jestem we Włoszech. Mam tylko nadzieję, że na kolejne 79 dni moje samopoczucie i jakość snu będą generalnie lepsze niż ostatnio.

Na wadze delikatne spadki. Wiadomo, staram się nie obżerać, ale przez temperaturę nie mam najczęściej ochoty jeść. Wystarczy mi do życia woda, wino, sucharki, pesto, pasta z suszonych pomidorów, oliwki i inne pyszności, np. lody.

Jutro czeka mnie ciężki dzień. Oj ciężki. Dzisiejszą rocznicę oblałam szklanką białego wina. Udało mi się upolować jedno z ostatnich win na promocji, w rewelacyjnej cenie 1,49€. O jakości się nie wypowiadam. Informacja na etykiecie o tym, ze wino zawiera siarczyny mówi sama za siebie. Z uśmiechem na twarzy zauważam, jak w błyskawicznym tempie z włoskich supermarketów znikają przecenione wina, których cena nie przekracza 2-3€. Dla,  mnie, póki wino jest w butelce i ma korek, nawet smak jest do zaakceptowania. I nawet fakt, ze jest to białe wino, które generalnie w mojej hierarchii preferencji stoi daleko w tyle za winem czerwonym, następnie różowym, nie stanowił dziś dla mnie przeszkody.


Prawdziwy powód celebracji będzie jutro. Kiedy przeżyję pracę. Rano będę chyba tylko z samymi facetami – Paolo i Filippo. Valentina od wczoraj na urlopie. Mili jutro nie ma. Ratunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz