Dzisiaj przeżyłam pierwszy deszcz w Perugii, a w
zasadzie burzę z prawdziwego zdarzenia. Od kilku dni sprawdzałam prognozę
pogody dla Perugii i miały każdego dni wystąpić burze. Na początku tygodnia
nosiłam więc ze sobą parasolkę, ale brak jakiegokolwiek deszczu lub jego
zwiastunów uśpił moją czujność.
Rano w pracy na dzień dobry dostałam do przetłumaczenia
jedno zdanie z dokumentów z polskiego na włoski, a potem… do 12-13 nikt nie
zwracał na mnie uwagi. Nie miałam nic do roboty, nikt mi nic nie zlecił.
Gotowało się we mnie po prostu. Przez pierwsze półtorej godziny przeglądałam
wszystkie dokumenty jakie miałam na biurku. Potem wyszłam na kawę. Po powrocie wyciągnęłam
mój notes ze słówkami i zaczęłam się uczyć.
Ok. 12.30 dostałam w końcu do przeklepania kilka
ankiet. Uroki bycia stażystą.
Kiedy już powoli psychicznie nastawiałam się na
wyjście z pracy, Paolo zapytał czy zostaję dziś po południu, bo on jest sam, a
Valentina i Filippo nie wracają.
Oczywiście potwierdziłam, że wracam. Moje
zdenerwowanie wewnętrzne wynikało z tego, że rano siedziałam bez sensu ok. 3
godziny i wizja wracani a po południu do biura na 2,5 godziny wydawała mi się
nieco irytująca, bo przecież mogłam tą robotę zrobić rano. Jak widać to, że nie dostaję standardowego wynagrodzenia oznacza iż mój czas jest bezwartościowy.
Nici więc z wyjścia na projekcję filmu o 17 w uniwersyteckiej bibliotece.
Jeszcze ok. 12 kiedy za oknem świeciło słonko,
uśmiechałam się do monitora, kiedy po zalogowaniu się do mojej poczty na tlenie
w górnym okienku pokazała się prognoza pogody dla Perugii mówiąca o deszczu.
Godzinę lub dwie później, mniej więcej 15 minut po moim wyjściu z biura
rozpętała się niezła burza.
Zanim to się jednak stało udałam się do punktu
informacji turystycznej. Przemiły pan sprawdził mi połączenia, i tak oto w
sobotę jadę do Passignanio sul Trasimeno, czyli mistaeczka oddalonego od
Perugii o jakieś 25 km, położonego nad Jez. Trazymeńskim. Najwygodniejszą opcją
jest pociąg, który jedzie ok. 30 minut i kosztuje 3€. Powrót planuję w ten sam
dzień, żeby wieczorem skorzystać z ostatniej lub przedostatniej nocy z Umbria
Jazz Festival.
Po zasięgnięciu informacji w punkcie udałam się w
poszukiwaniu czegoś do jedzenia. W końcu miałam jakieś 40 minut zanim powinnam
ponownie być w biurze. Aż tu nagle, grzmoty i ulewa. Na całe szczęście
przechodziłam w pobliżu jednego z łukowatych sklepień nad wąską uliczką w centrum
i tam razem z kilkoma innymi osobami bez parasoli znaleźliśmy schronienie.
Od razu wręcz podbiegł do nas imigrant sprzedający
parasolki. W ciągu deszczu trwającego kilka godzin byłam kilkakrotnie
napastowana przez podobnych sprzedawców, mimo iż na zewnątrz byłam tylko przez niewielki ułamek tego czasu.
Praca w biurze po południu, tylko z Paolo, którego
ni w ząb nie rozumiem, ze względu na jego dziwaczną wymowę należy do
stresujących. Facet jest miły, ale specyficzny. Najważniejsze, ze ogarnęłam jak tłumaczył mi, co mama zrobić.
Ok. 17 kiedy czas już było wychodzić do biura wpadł
Fabrizio, jeden z szefów jak się domyślam po dwóch tygodniach pracy. Zaprosił
mnie na kawę i razem z nim i innym facetem opuściłam biuro. Kawa była z
automatu hehehe ale zamieniliśmy kilka zdań. Generalnie jak wszyscy, tak i on
jest również bardzo miły. I zdecydowanie najprzystojniejszy jeśli porównywać
go z Filippo i Paolo J
Nie dość, że mokra wróciłam do pracy do przerwie
obiadowej, to jeszcze opuszczałam uniwerek w pełnym deszczu. Do domu wróciłam
przemoknięta. Zastałam tutaj właścicielkę. Tym razem przyniosła mi koc. Nie
zapomniała.
Potem szybki wyskok do sklepu po jakieś środki
chemiczne i wino. HAHA Myślałam, ze moje wino kosztuje całe 3€, a tu przy kasie
cena wyskoczyła 1,49€. W innym sklepie też coś kosztowało mniej, niż cena na
półce. Tym razem, po poprzednich doświadczeniach z niedoczytywaniem warunków promocji, ze
względu na niedokładne ocenowanie w sklepach udało mi się wydać mniej niż zakładałam.
Wino szałowe nie jest. Gdybym za nie zapłaciła 3€ to bym autentycznie
przepłaciła. Skusiło mnie to, że jest butelkowane w Perugii. Wątek patriotyczno-lokalny.
A jutro już to co tygryski lubią najbardziej, czyli
piątek J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz