czwartek, 11 lipca 2013

Day 14 - 11 lipca

Dzisiaj przeżyłam pierwszy deszcz w Perugii, a w zasadzie burzę z prawdziwego zdarzenia. Od kilku dni sprawdzałam prognozę pogody dla Perugii i miały każdego dni wystąpić burze. Na początku tygodnia nosiłam więc ze sobą parasolkę, ale brak jakiegokolwiek deszczu lub jego zwiastunów uśpił moją czujność.

Rano w pracy na dzień dobry dostałam do przetłumaczenia jedno zdanie z dokumentów z polskiego na włoski, a potem… do 12-13 nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie miałam nic do roboty, nikt mi nic nie zlecił. Gotowało się we mnie po prostu. Przez pierwsze półtorej godziny przeglądałam wszystkie dokumenty jakie miałam na biurku. Potem wyszłam na kawę. Po powrocie wyciągnęłam mój notes ze słówkami i zaczęłam się uczyć.

Ok. 12.30 dostałam w końcu do przeklepania kilka ankiet. Uroki bycia stażystą.

Kiedy już powoli psychicznie nastawiałam się na wyjście z pracy, Paolo zapytał czy zostaję dziś po południu, bo on jest sam, a Valentina i Filippo nie wracają.
Oczywiście potwierdziłam, że wracam. Moje zdenerwowanie wewnętrzne wynikało z tego, że rano siedziałam bez sensu ok. 3 godziny i wizja wracani a po południu do biura na 2,5 godziny wydawała mi się nieco irytująca, bo przecież mogłam tą robotę zrobić rano. Jak widać to, że nie dostaję standardowego wynagrodzenia oznacza iż mój czas jest bezwartościowy.

Nici więc z wyjścia na projekcję filmu o 17 w uniwersyteckiej bibliotece.

Jeszcze ok. 12 kiedy za oknem świeciło słonko, uśmiechałam się do monitora, kiedy po zalogowaniu się do mojej poczty na tlenie w górnym okienku pokazała się prognoza pogody dla Perugii mówiąca o deszczu. Godzinę lub dwie później, mniej więcej 15 minut po moim wyjściu z biura rozpętała się niezła burza.
Zanim to się jednak stało udałam się do punktu informacji turystycznej. Przemiły pan sprawdził mi połączenia, i tak oto w sobotę jadę do Passignanio sul Trasimeno, czyli mistaeczka oddalonego od Perugii o jakieś 25 km, położonego nad Jez. Trazymeńskim. Najwygodniejszą opcją jest pociąg, który jedzie ok. 30 minut i kosztuje 3€. Powrót planuję w ten sam dzień, żeby wieczorem skorzystać z ostatniej lub przedostatniej nocy z Umbria Jazz Festival.

Po zasięgnięciu informacji w punkcie udałam się w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. W końcu miałam jakieś 40 minut zanim powinnam ponownie być w biurze. Aż tu nagle, grzmoty i ulewa. Na całe szczęście przechodziłam w pobliżu jednego z łukowatych sklepień nad wąską uliczką w centrum i tam razem z kilkoma innymi osobami bez parasoli znaleźliśmy schronienie.

Od razu wręcz podbiegł do nas imigrant sprzedający parasolki. W ciągu deszczu trwającego kilka godzin byłam kilkakrotnie napastowana przez podobnych sprzedawców, mimo iż na zewnątrz byłam tylko przez niewielki ułamek tego czasu.

Praca w biurze po południu, tylko z Paolo, którego ni w ząb nie rozumiem, ze względu na jego dziwaczną wymowę należy do stresujących. Facet jest miły, ale specyficzny. Najważniejsze, ze ogarnęłam jak tłumaczył mi, co mama zrobić.

Ok. 17 kiedy czas już było wychodzić do biura wpadł Fabrizio, jeden z szefów jak się domyślam po dwóch tygodniach pracy. Zaprosił mnie na kawę i razem z nim i innym facetem opuściłam biuro. Kawa była z automatu hehehe ale zamieniliśmy kilka zdań. Generalnie jak wszyscy, tak i on jest również bardzo miły. I zdecydowanie najprzystojniejszy jeśli porównywać go z Filippo i Paolo J

Nie dość, że mokra wróciłam do pracy do przerwie obiadowej, to jeszcze opuszczałam uniwerek w pełnym deszczu. Do domu wróciłam przemoknięta. Zastałam tutaj właścicielkę. Tym razem przyniosła mi koc. Nie zapomniała.

Potem szybki wyskok do sklepu po jakieś środki chemiczne i wino. HAHA Myślałam, ze moje wino kosztuje całe 3€, a tu przy kasie cena wyskoczyła 1,49€. W innym sklepie też coś kosztowało mniej, niż cena na półce. Tym razem, po poprzednich doświadczeniach z niedoczytywaniem warunków promocji, ze względu na niedokładne ocenowanie w sklepach udało mi się wydać mniej niż zakładałam. Wino szałowe nie jest. Gdybym za nie zapłaciła 3€ to bym autentycznie przepłaciła. Skusiło mnie to, że jest butelkowane  w Perugii. Wątek patriotyczno-lokalny.


A jutro już to co tygryski lubią najbardziej, czyli piątek J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz