Dzisiaj
szczególny dzień. Mija bowiem miesiąc odkąd przyleciałam do Italii. Dokładnie
miało to miejsce 28 czerwca, więc dziś równo miesiąc stuknął. Na podsumowania
przyjdzie czas za dwa miesiące. Na razie fortuna kołem się toczy.
Wczoraj
poszłam spać niewiele przez północą. Na koniec dnia gorączkowo szukałam
informacji na temat tego, co jest do zobaczenia we Florencji. Pobudka o 4.45. I
zrezygnowana ciemną aurą na zewnątrz pogrzebałam plan pojechania pociągiem o 6
rano do Florencji.
Do 5.30
wylegiwałam się w łóżku. Potem kawa i ogarnięcie się. Na stację wpadłam
jakieś 15 minut przed odjazdem. Spotkałam
kilka dziewczyn z kursu, spytałam czy nie trzeba im pomóc itd. Wczoraj
pojechały do Passigniano po tym jak udzieliłam im wszelkich wskazówek.
Pociąg z
przesiadką. Mój pierwszy przejazd z przesiadką we Włoszech. Czasu było niewiele
na zmianę pociągu, ale 9 minut okazało
się wystarczające na małej stacji Trenotola bodajże.
Ok. 9.30
wylądowałam więc we Florencji. Uderzył mnie od razu przypływ gorąca. Ruszyłam
śmiało w stronę miasta poszukując punktu informacji turystycznej w celu
otrzymania mapy. Po kilku próbach w końcu udało mi się zdobyć ową mapę i
ruszyłam w miasto. Jakieś 10 minut później, lub 5 zdjęć później, zepsuł się mój
aparat. Wysiadł zoom. Mam zwykłą cyfrówkę Samsunga kupioną dwa lata temu za nie
więcej niż 230 zł. Aparat przetrwał już ze mną całkiem sporo podróży i dłuższych pobytów za granicą. W końcu i na niego przyszedł czas. Próbowałam go naprawić, ale nic nie dało rady. Szukałam sklepów fotograficznych we Florencji, ale bez
skutku.
Tak więc po
dzisiejszej wycieczce pozostaje niedosyt, brak zdjęć. Tylko w sumie te dwa.
Miasto
bardzo ładne, szczególnie główne zabytki. Pogoda była przesadnie gorąca, do
tego miasto wypełnione turystami, głównie Azjatami, więc trochę nie moja bajka.
Udało mi się jednak przejść w ok.
8 godzin spokojnie kilkanaście kilometrów.
Byłam
dzisiaj w dziwnym nastroju. Kiedy po południu zrobiłam sobie przerwę, aby
odsapnąć, naprawdę myślałam, że zemdleję. Zupełnie opadłam z sił. Brak snu,
dostatecznej jego ilości w ostatnich dniach i ogólny gorąc dały o sobie znać.
Tak sobie
więc spacerowałam z mapą, oglądając wyznaczone miejsca. Niestety, głównej atrakcji Florencji, czyli Galerii Uffizi nie udało mi się
odwiedzić. Rano próbowałam kupić bilet online, ale najbliższe dostępne terminy
były 31 lipca. Poza tym, wszędzie olbrzymie kolejki do wejścia: galeria,
katedra, itp. Zupełnie nie moja bajka.
Miasto na
pewno piękne, szczególnie główna katedra, która wygląda jak dla mnie nieco
przewrotnie, jakby z zewnątrz opatrzono ją malunkami przeznaczonymi do
wewnątrz.
Na obiad
zjadłam pizzę z pieczarkami i szynką, „take away”. Zapłaciłam więc mniej, bo
nie jadłam w restauracji, ale znalezienie miejsca do siedzenia i konsumpcji nie
było łatwe. Najpierw był to chodnik, a potem Piazza della Signorina..
Na pamiątkę
po Florencji zostanie mi 5 zdjęć, 4 pocztówki, 2 bilety kolejowe i… 3 książki
po włosku oraz słownik. Cały komplet książek kosztował 5,9€. Udało mi się w
pasażu podziemnym koło dworca wyczaić coś na kształt antykwariatu i kupiłam
trzy „gialli”, czyli kryminały i słownik włosko-włoski.
I gialli,
czyli kryminały po włosku, a tłumacząc dosłownie po prostu „żółty kolor” swoją
nazwę bierze z …
The word "giallo" is Italian for
"yellow" and stems from the origin of the genre in Italy as a series
of cheap paperback mystery novels which all had
trademark yellow covers. –
według Wikipedii oraz moich wspomnień z lektoratu
włoskiego. I faktycznie, książki
kryminalne ukazujące się w tej serii, miały żółte okładki.
Kupiłam
więc sobie 3 gialli, w tym jeden jest z 1964 roku, czyli książka ma już 49
lat!!! Na każdej z nich napiszę datę i miejsce zakupu, i w ten sposób utrwalę sobie chociaż Florencję, w
zamian za straconą szansę zrobienia zdjęć.
Padam
na twarz. Poszłam na pieszo na stację. 25 minut marszu z górki. Droga powrotna,
również „z buta” zajęła mi jakieś 35-40
minut i była gwoździem do trumny. Teraz umieram. Czas na regenerację.
Naprawiłam aparat. Jeśli tam można nazwać fakt, że na siłę wyciągam zoom.
Fa caldissimo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz