środa, 10 lipca 2013

Day 13 - 10 lipca

Mimo, że dzisiaj 13nastka mojego pobytu, to nic pechowego mnie nie spotkało. Ale nie mówię hop, bo dzień jeszcze się nie skończył.

W pracy nudnawo, prawie nic nie miałam dziś do roboty. Myślałam nad tym, jak rozwiązać problem studenta, który pojawił się wczoraj. Przez chwilę myślałam, że wymyśliłam cudowne rozwiązanie, ale jednak okazało się, że nic ono nie da. Trudno. Pokazałam chociaż inicjatywę.
Ok. 13 nie chcieli już, abym się siliła na kolejną inicjatywę i zostałam  puszczona do domu.

Chwila odpoczynku, na obiad naleśniki zrobione wczoraj i już wybierałam się na film do biblioteki uniwersyteckiej, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie zdążę. Wyszło jednak na dobre. Przed 17 zjawiła się właścicielka. Przyniosła mi jeden egzemplarz umowy. Spisałyśmy liczniki, bo w sierpniu będę mieszkać tylko ja i jedna dziewczyna jakaś nowa z Turcji, która będzie tylko przez miesiąc.
Trochę się boję ile wyniosą te rachunki, niby jak rozmawiałyśmy na początku to mają być ok. 50€ na miesiąc. Mam jednak nadzieję,  że stałe opłaty, typu internet nadal będą dzielone na 4, mimo, że dwie dziewczyny jadą na miesiąc do domu i wracają na wrzesień.

Mimo wszystko na razie nie mam na co narzekać. Mogłam się wprowadzić za darmo już 28 czerwca, czyli miałam trzy noce za darmo, więc to jest oszczędność spokojnie rzędu 50-60€ jeśli liczyć w zamian koszt noclegów w hostelu, plus właścicielka przywiozła mnie do mieszkania ze stacji, kolejna oszczędność ok. 10-15€ na taksówce.

Po wyjściu Giuliany wybrałam się na miasto. Pospacerowałam trochę, posłuchałam ulicznych zespołów i muzyków, poczułam klimat Umbria Jazz Festival. Miasto nadal pełne ludzi. Zapełnia się wtedy, kiedy ja wracam do domu, czyli koło 21. Wtedy mijam też wystrojone dziunie idące grupami lub pojedynczo w towarzystwie partnera, aby użyć sobie nocy. We Włoszech nie ma kryzysu. Przynajmniej ja go nie widzę z perspektywy ilości ludzi bywających w miejscach typu restauracje, bary. I są to osobniki mówiące po włosku,a nie turyści amerykańscy, niemieccy czy japońscy.

Kupiłam w barze piwo i wypiłam na słynnych schodach słuchając muzyki. Zaobserwowałam jednak, że młodzież włoska piwa kupuje w supermarkecie, a nieodzowną częścią pęku kluczy jest otwieracz do piwa. Ja też muszę się w takowy zaopatrzyć, aby nie przepłacać więcej za piwo, które szałowe i tak nie jest.


Kilka zdjęć z ulic miasta, naprawdę niektóre instrumenty, na których grali ci ludzie widziałam po raz pierwszy w życiu.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz